Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Moderator: kaśka

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez martap » 07 Lis 2020, 22:55

Witam wszystkich, mam na imię Marta. Postanowiłam tu napisać, bo wiem, że są tu osoby, które mogą mi pomóc, rozjaśnić sytuację. Otóż kilka lat temu poznałam cudownego człowieka… Do rany przyłóż. Mój luby wcześniej nie był, w żadnym poważnym związku, byłam jego pierwszą poważną dziewczyną. Przez pierwsze 2,5 roku była sielanka, bardzo się starał, czasem miałam wrażenie, że mimo, iż mam jakieś duże wartości to on bije mnie na głowę. Było tak pewnie dlatego, że był za czasów gimnazjum w ośrodku jako osoba zagrożona uzależnieniem od narkotyków i nabrał dużo wartości. Dodam, że do tej pory narkotyków nie bierze. Nie była to z mojej strony miłość z motylkami w brzuchu i fajerwerkami. Po prostu urzekł mnie swoją osobowością. Zaręczyliśmy się. Jak się poznaliśmy to wiedziałam, że kilka lat wcześniej miał styczność z automatami, ale nie brałam tego jako zagrożenie – przecież wiele osób jakąś styczność z hazardem miało w swoim życiu. W ośrodku też jakoś specjalnie nie przerobił tematu, bo chyba wg terapeutów problemem były narkotyki. Niestety było wręcz przeciwnie, chyba jednak zawsze hazard był problemem jak tak teraz o tym myślę. Kilka miesięcy po zaręczynach okazało się, że uprawia hazard. Przegrał kilka tysięcy. To był okres gdzie zaczęły się poważniejsze kłótnie, gdzie ja też mocno go obciążałam swoimi pretensjami, trochę przez to, że był tak dobry zaczęłam wchodzić mu na głowę. Byłam w szoku, jego mama wzbudzała u mnie poczucie winy, że mam duże wymagania co do wesela i na pewno on poprzez hazard chciał uzbierać na wesele. Uwierzyłam, dałam wprowadzić się w poczucie winy. Po tym wydarzeniu zaczął się starać, zbierał pieniądze, oddawał długi. Ja gdzieś z tyłu głowy miałam myśl żeby uciekać, ale uznałam, że każdy ma prawo popełnić błąd. W zasadzie do samego dnia ślubu miałam wątpliwości, ale kierowały mną idiotyczne myśli, że mam 26 lat ,że chciałabym już założyć rodzinę, że kogo ja teraz poznam, nie chciałam mieszkać w domu rodzinnym, bo też nie było tam kolorowo. Finalnie doszło do ślubu. Jesteśmy prawie 2 lata po ślubie i jest co raz gorzej… Po ślubie zniknęła część pieniędzy weselnych, poszedł na terapię. Przez ponad rok wydawałoby się, że jest dobrze, że nie gra mimo, że nasza relacja była co raz gorsza. Przynosił pieniądze, nic nie znikało z domu. W końcu dowiedziałam się, że gra. Wyrzuciłam go z domu… Przez ponad 2 tygodnie się kompletnie nie odzywał. Zero przepraszam, czy daj mi szansę, czy cokolwiek… Odezwałam się do niego po konsultacji z terapeutą ,w momencie jak dotarło do mnie, że nic nie znikało z domu, bo po prostu nabrał kredytów. Pojechałam do niego, okazało się, że ma kilkanaście tysięcy długów i dalej gra… Postawiłam sprawę jasno, że albo terapia albo żegnam. Poszedł na terapię, niby próbuje konstruktywnie radzić sobie z emocjami, zaczął biegać, ale nie przykłada się do terapii, widzę, że nie chce uczęszczać na grupę, nie przykłada się do prac domowych. W międzyczasie odkryłam, że ma konto na portalu randkowym, wypisuje jakieś obrzydliwe rzeczy, wysyła zdjęcia. Powiedział, że odkąd pamięta co jakiś czas w ten sposób odreagowuje emocje i kiedy się nie znaliśmy też tak robił, nigdy nie przerobił tego na terapii. Zdębiałam. Przecież dla mnie to zdrada… A dla niego niby odreagowanie emocji… Nie rozumiem tego. Ja to widzę zupełnie inaczej. To był ogromny szok, bo nigdy nie odczułam, że jestem dla niego nieatrakcyjna ani nic z tych rzeczy. Obecnie jest to człowiek bez jakikolwiek uczuć, totalnie zamrożony emocjonalnie. Ja już radzę sobie psychicznie, nie umiem z nim rozmawiać. Mam poczucie, że on najchętniej odizolowałby się ode mnie bo jestem przeszkodą nr 1 i mu tylko smęcę nad głową. Mam poczucie, że jemu kompletnie na mnie nie zależy. Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak pojawia się problem to ucieka, ma mnie gdzieś, nie ma potrzeby się odzywać, rozmawiać. Wszystko jest na mojej głowie, nie mogę z nim rozmawiać poważnie, bo, albo ucieka albo prześmiewa emocje. Nie znam tego człowieka, to nie jest ktoś kogo ja poznałam. Ja rozumiem, że tu działają mechanizmy, mam wykształcenie w tej tematyce, ale jak powszechnie wiadomo – szewc bez butów chodzi. Sobie nie umiem pomóc. Nie wiem już czy mam próbować go wspierać, czy zostawić w cholerę. Jest to ciężkie, bo wiem, że pod tymi warstwami zamrożonych uczuć jest cudowny człowiek. To dopiero 2 lata po ślubie, miałam plany, marzenia… Z jednej strony myślę, no trudno nie zawsze układa się po naszej myśli, trzeba zadbać o siebie, ale ja po jakimś czasie się łamię i łudzę, że może będzie dobrze. Dodam, że planuję zrobić sądową rozdzielność majątkową, ale jestem w tak złym stanie psychicznym, że nie mam siły się do tego zabrać, poczytać od czego zacząć, jak to zrobić. On ma bardzo dużą wiedzę o mechanizmach, o wszystkim, ale nie potrafi wprowadzić tego w życie, wydaje mi się, że boi się zmierzyć z tym jak to będzie bolało i jakie to będzie ciężkie zmierzyć się z samym sobą.Ja za to czuję, że muszę zadbać o siebie, bo inaczej źle się to skończy... Czy ma ktoś tu doświadczenia, że warto zawalczyć, czy wręcz przeciwnie? Jak wiem, że to wszystko zależy, ale musiałam się wygadać… Może potrzebuję kubeł zimnej wody na głowę…
martap
 
Posty: 5
Rejestracja: 04 Lis 2020, 23:47

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez milo » 08 Lis 2020, 09:54

Jak sama napisałaś - wiedzę ma . Ty także wiedzę masz.
Wprowadzanie tej wiedzy w codzienność we wlasne życie - to juz inna bajka.
Dlatego ja korzystam ze wsparcia osob, które wiedzą, o czym mówię i potrafią wylapać moje zagmatwane reakcje. Wystarczy, ze ktoś mi zwróci uwagę na jakiś drobiazg, a już zauważam, rozważam, przemyślam i podejmuje decyzje. . Sama nie potrafię u siebie tego zauważyć. U innych - tak. Po to mam mityngi, telefony, warsztaty, internet (do komunikacji z innymi zdrowiejącymi).


Rozumiem , o czym piszesz.
Szewc bez butów chodzi - to , jak najbardziej - o mnie .

Pozdrawiam słonecznie
Bożena
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4520
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez martap » 09 Lis 2020, 23:01

No niestety, jak się do czegoś emocjonalnie podchodzi to wielu rzeczy nie jest się w stanie zobaczyć. Dlatego co raz częściej zastanawiam się nad odejściem... Trudno, nie ja jedna bym się rozwiodła po tak krótkim czasie... Gdybym chociaż widziała jakiekolwiek starania... A tutaj tylko kłamstwa i udawanie abstynencji mimo, że tak nie jest...
martap
 
Posty: 5
Rejestracja: 04 Lis 2020, 23:47

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez zbysob » 11 Lis 2020, 08:06

No to ja chętnie ustawię się w kolejce z nosidłem i dwoma kubłami wody :)
Masz 26 lat i jesteś z facetem bo jesteś już za stara na coś innego ????? No to kombinuj tak - za 10 lat (o ile wytrzymasz ) będziesz miała 36 lat i 10 lat piekła za sobą . Warto ? Jak trzeba to skoczę po kolejne wiaderka ....
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12624
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez bąbel » 11 Lis 2020, 17:06

Ja już radzę sobie psychicznie, nie umiem z nim rozmawiać. Mam poczucie, że on najchętniej odizolowałby się ode mnie bo jestem przeszkodą nr 1 i mu tylko smęcę nad głową. Mam poczucie, że jemu kompletnie na mnie nie zależy. Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak pojawia się problem to ucieka, ma mnie gdzieś, nie ma potrzeby się odzywać, rozmawiać. Wszystko jest na mojej głowie, nie mogę z nim rozmawiać poważnie, bo, albo ucieka albo prześmiewa emocje. Nie znam tego człowieka, to nie jest ktoś kogo ja poznałam.


Czy ktoś z byłych hazardzistów obecny na forum może wytłumaczyć czemu tak się dzieje? To również jest coś czym do tej pory zaprzątam sobie głowę i próbuję wytłumaczyć sobie w jakiś sposób ale nie potrafię.
Awatar użytkownika
bąbel
 
Posty: 5
Rejestracja: 23 Cze 2020, 12:45

Re: Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez martap » 11 Lis 2020, 17:29

zbysob napisał(a):No to ja chętnie ustawię się w kolejce z nosidłem i dwoma kubłami wody :)
Masz 26 lat i jesteś z facetem bo jesteś już za stara na coś innego ????? No to kombinuj tak - za 10 lat (o ile wytrzymasz ) będziesz miała 36 lat i 10 lat piekła za sobą . Warto ? Jak trzeba to skoczę po kolejne wiaderka ....


Masz rację, na głowę to ja wszystko wiem. Chyba stopniowo muszę sama do tego dojść. Wiadomo, że nie jestem z nim tylko dlatego bo jestem za stara na coś innego, ale po prostu zależy mi na nim. Nie wiem czy mogłabym jeszcze komuś zaufać. Małżeństwo do tej pory było dla mnie święte, ale nie za taką cenę.Ostatnio im więcej ciosów dostaję tym bardziej zaczynam myśleć racjonalnie . Dam sobie czas do końca roku, zobaczę czy jego podejście do terapii się zmieni, a później zacznę działać.
martap
 
Posty: 5
Rejestracja: 04 Lis 2020, 23:47

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez zbysob » 13 Lis 2020, 22:43

martap napisał(a): Dam sobie czas do końca roku, zobaczę czy jego podejście do terapii się zmieni, a później zacznę działać.

Uzależniasz swoje działania od tego czego nie jesteś w stanie zweryfikować . Nie siedzisz w jego głowie i nie wiesz ani co myśli ani na ile poważnie czy też nie traktuje terapię. Zrób to z czym będziesz się dobrze czuła. A nie to co wypada albo "się powinno". A robić możesz już teraz to zwalnia z czekania do magicznego końca roku, wiosny albo Świat Wielkanocnych. To tylko ucieczka od podjęcia decyzji.
bąbel napisał(a):Czy ktoś z byłych hazardzistów obecny na forum może wytłumaczyć czemu tak się dzieje?

Ja nie były tylko obecny ale postaram się :). Ja na początku zwyczajnie nie umiałem gadać , trudno mi było słuchać i w ogóle ludzie mnie "wkur...ali" bo ciągle ktoś czegoś ode mnie chciał. Potrzeba mi było sporo czasu żeby nauczyć się spokojnie rozmawiać, słuchać tego co mówi rozmówca a nie tego co mi się wydaje że chce powiedzieć , przestać dorabiać ideologie do tego co słyszę. Wreszcie nauczyć się jasno i w miarę zwięźle wyrażać swoją opinię czy swoje zdanie. I to było dość sporo tego czasu - myślę że jakieś dwa lata albo lepiej. No ale ja odporny na wiedzę jestem zatem to nie jest żaden wzorzec metra :)
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12624
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Re: Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez Ewelina283 » 14 Lis 2020, 22:17

bąbel napisał(a):
Ja już radzę sobie psychicznie, nie umiem z nim rozmawiać. Mam poczucie, że on najchętniej odizolowałby się ode mnie bo jestem przeszkodą nr 1 i mu tylko smęcę nad głową. Mam poczucie, że jemu kompletnie na mnie nie zależy. Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak pojawia się problem to ucieka, ma mnie gdzieś, nie ma potrzeby się odzywać, rozmawiać. Wszystko jest na mojej głowie, nie mogę z nim rozmawiać poważnie, bo, albo ucieka albo prześmiewa emocje. Nie znam tego człowieka, to nie jest ktoś kogo ja poznałam.


Czy ktoś z byłych hazardzistów obecny na forum może wytłumaczyć czemu tak się dzieje? To również jest coś czym do tej pory zaprzątam sobie głowę i próbuję wytłumaczyć sobie w jakiś sposób ale nie potrafię.


Nie jestem byłym hazardzistą, ale się wypowiem :)

Ja dzisiaj to już wiem i przećwiczyłam na sobie rozmowy z czynnym hazardzistą. Widzisz człowieka, myślisz sobie rozmawiam z człowiekiem, ale tak naprawdę kiedy masz do czynienia z czynnym hazardzistą to po prostu dyskutujesz z hazardem, z uzależnieniem. Nie ma w tym ciele tej samej osoby, którą była przed laty.

Każda moja próba rozmowy o leczeniu, meetingach itp. byla odbierana jak zamach na wolność mojego hazardzisty. Dlaczego? No właśnie dlatego, że burzyłam w jakiś sposób komfort grania. Czynny hazardzista nie chce i nie potrzebuje pewnych uczuć i emocji. On chce grać. To jest Jego cel. Dlatego podkreślam to wielokrotnie, nie przekonuj na siłę, że ktoś ma problem. On sam musi do tego dojrzeć, osiągnąć swoje dno i chcieć się leczyć. Zajmij się sobą. Nie On powinien być w centrum Twoje uwagi, a Ty.

Pamiętam kiedy poszłam do psychoterapeutki i pamiętam swoje oburzenie, że co Ona mi tu mówi, że ja mam zadbać o siebie, pracować nad sobą kiedy to mój hazardzista ma problem nie ja. Ba, ja poszłam na terapię aby ratować hazardzistę ;) Klasyka gatunku. Na szczęście wykorzystałam szansę, którą dał mi los. Przede wszystkim terapia, ale i meetingi, wspólnota.

Polecam list hazardzisty. Czytałam do znudzenia, rozkładałam na czynniki pierwsze, studiowałam i rozmyślałam nad nim. Dla mnie to krótka instrukcja obsługi, z której warto korzystać.
Pogody ducha!
Ewelina283
 
Posty: 39
Rejestracja: 24 Gru 2019, 10:47

Re: Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez Ewelina283 » 14 Lis 2020, 22:40

martap napisał(a):No niestety, jak się do czegoś emocjonalnie podchodzi to wielu rzeczy nie jest się w stanie zobaczyć. Dlatego co raz częściej zastanawiam się nad odejściem... Trudno, nie ja jedna bym się rozwiodła po tak krótkim czasie... Gdybym chociaż widziała jakiekolwiek starania... A tutaj tylko kłamstwa i udawanie abstynencji mimo, że tak nie jest...


Cześć, nie Ty jedna. Ja też. Dwa lata małżeństwa, kilka lat związku. I cóż to w porównaniu do wieczności. Jestem od Ciebie starsza o 10 lat. Co nie oznacza, że w tym związku z hazardzistą byłam mądrzejsza. Od roku nie jestem z mężem, niebawem sprawa rozwodowa. I wiesz co? Przeszlam te same etapy, przeszłam okres "walki " o męża, chciałam sklejać, budować, odbudowywać itd. Było mi żal, było mi szkoda, kochałam na zabój, martwiłam się, prosiłam, płakałam, groziłam i jeszcze cały inny arsenał wykorzystałam. Mówiłam sobie ahhh gdyby tak tylko się zainteresował, ahhh gdyby tylko się postarał, ahhh gdyby chciał rozmawiać . Oszukiwałam się, zwyczajnie się oszukiwałam. I co mi z tego wyszło . ? A nic. Nie twierdzę, że będzie tak w Waszym przypadku, ale postaw przede wszystkim na siebie. Terapia, meetingi, sponsor. To coś co pomoże Ci w pewien sposób poukładać sprawy w głowie.

Nikt nie da gotowej recepty i nikt nie odpowie czy pomagać czy uciekać. Sama musisz podejmować decyzje. Jedno jest pewne w moim przypadku. Na nowo żyję, jestem spokojna, nie wiem już co to nieprzespane noce, płacz w poduszkę i ból za każdym razem gdy wychodziło kolejne kłamstwo. Okres trudny w moim życiu, ale nie żałuję. Dzięki terapii i rozmowom z osobami wspołuzaleznionymi (w tym meetingi) wiem, że żyję i mogę jeszcze wiele zrobić w swoim życiu. Ja chcę do góry, nie chce być już ściągana na dół.

Zwróciło moją uwagę również zainteresowanie Twojego męża innymi kobietami. Być może wystąpiło tu uzależnienie krzyżowe. A świadczy o tym stwierdzenie , że tak reguluje swoje emocje.
Ewelina283
 
Posty: 39
Rejestracja: 24 Gru 2019, 10:47

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez riina27 » 17 Lis 2020, 12:30

Nie ma sensu. Żadnego
riina27
 
Posty: 57
Rejestracja: 26 Lis 2015, 14:00

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez zbysob » 18 Lis 2020, 07:50

Albo ma :) Bo można tak przy okazji w sposób niezauważalny zawalczyć o siebie.
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12624
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez martap » 18 Lis 2020, 21:03

Ewelina283 napisał(a):Było mi żal, było mi szkoda, kochałam na zabój, martwiłam się, prosiłam, płakałam, groziłam i jeszcze cały inny arsenał wykorzystałam. Mówiłam sobie ahhh gdyby tak tylko się zainteresował, ahhh gdyby tylko się postarał, ahhh gdyby chciał rozmawiać . Oszukiwałam się, zwyczajnie się oszukiwałam. I co mi z tego wyszło . ? A nic. Nie twierdzę, że będzie tak w Waszym przypadku, ale postaw przede wszystkim na siebie. Terapia, meetingi, sponsor. To coś co pomoże Ci w pewien sposób poukładać sprawy w głowie.


Dokładnie jakbym o sobie czytała. Z tym postawieniem na siebie jest najciężej. Jak myślę, że miałabym go zostawić to od razu czuję pustkę, ale z tyłu głowy gdzieś wiem, że to wszystko chyba nie jest do uratowania. Ostatnio znowu kredyty,później wygrana więc wyszedł na zero. A gdyby nie wygrał? No to kolejne długi. Brakuje już mi na to siły. Niby z pozoru wydaje się, że coś się ruszyło,a tu nagle znowu wychodzi, że gra. Kompletnie przestałam mu ufać w czymkolwiek. Ostatnio mam wiele pretensji do samej siebie jak mogłam być taka głupia i nie kopnąć go w tyłek przed ślubem...
martap
 
Posty: 5
Rejestracja: 04 Lis 2020, 23:47

Re: Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez martap » 18 Lis 2020, 21:04

riina27 napisał(a):Nie ma sensu. Żadnego



Nie napawa to optymizmem, ale gdzieś tam w środku chyba sama tak czuję, że nic z tego.
martap
 
Posty: 5
Rejestracja: 04 Lis 2020, 23:47

Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez milo » 20 Lis 2020, 17:23

martap napisał(a):Ostatnio znowu kredyty,później wygrana więc wyszedł na zero. A gdyby nie wygrał? No to kolejne długi. Brakuje już mi na to siły. Niby z pozoru wydaje się, że coś się ruszyło,a tu nagle znowu wychodzi, że gra.


wlasnie dlatego, ze "wygrał" , "wyszedl na (hm) zero" ....
to przeciez motywacja do nastepnego zagrania - raz sie udalo, uda sie po raz kolejny


a gdyby przegral - juz jest wymówka - no teraz nie wyszlo, wiec nastrpnym razem na pewno juz wyjdzie dobrz

i tak w kółko

Wiesz . że ja zaczęlam grać destrukcyjnie wlaśnie wtedy , gdy "wygralam coś" ...
To "coś" nie bylo tego warte.
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4520
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Re: Czy w ogóle jest sens walczyć o hazardzistę...?

Postprzez riina27 » 25 Lis 2020, 14:04

zbysob napisał(a):Albo ma :) Bo można tak przy okazji w sposób niezauważalny zawalczyć o siebie.

w tym kontekście jak najbardziej
riina27
 
Posty: 57
Rejestracja: 26 Lis 2015, 14:00


Wróć do Mój partner jest Hazardzistą

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości