Kwestie finansowe, a codzienność

Moderator: kaśka

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez Sowa » 20 Lut 2017, 18:43

Napiszę o sobie. Ja (jestem hazardzistką) nie oddałam kasy mężowi. Inna sprawa, że u nas było wtedy na noże i nie tylko ja miałam sporo za uszami. Dla mnie samodzielne dysponowanie kasą było ważne, bo chciałam nauczyć się żyć normalnie, a więc także normalnie wydawać kasę. Spłata długów była moją sprawą, a każda spłacona złotówka była dla mnie namacalnym dowodem, że zdrowieję. W domyśle istniała kontrola ze strony męża, w każdej chwili mógł zażądać wglądu na moje konto i wiedziałam, że nic się nie ukryje.
Czy to była dobra decyzja? nie wiem. Owszem, odzyskiwałam poczucie wartości, ale w pierwszych miesiącach dni wypłaty były katorgą. Ogólne rozbicie, nerwy, niemożność skupienia, typowe objawy głodu, bo pieniądze są ogromnym wyzwalaczem.
za zgodność z oryginałem
Awatar użytkownika
Sowa
 
Posty: 4398
Rejestracja: 07 Lut 2007, 20:10
Miejscowość: polska

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez owca » 25 Mar 2017, 15:16

Agnieszka1234 napisał(a):No raczej nie da się tego oddzielić. Jeśli decyduję się na związek z hazardzistą, to biorę "w pakiecie" z konsekwencjami. Długi to jedna z konsekwencji. Ważne, żeby ustalić plan spłat tak, by rodzina odczuła te konsekwencje jak najmniej. Nie może być tak, że długi są spłacane w pierwszej kolejności a rodzina przymiera głodem.


hmm no właśnie, potrzebne było mi to zdanie. Ja strasznie przeżywam długi męża i jak chciałam kontrolować jego spłaty i na co wydaje wypłatę, to widząc większą część jego wypłaty przelaną na kilka kredytów i kilkanaście chwilówek, chorowałam potem kilka dni... Stwierdziłam, że nie powinnam na to patrzeć i nie zaglądam mu w konto (czy robię dobrze, czy powinnam to zmienić?...). Mąż przelewa mi 550 zł, z czego opłacam rachunki. Sam płaci za paliwo, robi zakupy (jak ma jeszcze za co). Mamy rozdzielność od ślubu, nie mamy póki co dzieci. Ja mam wszystkie jego karty do bankomatów, ale on płaci blikiem w komórce i na ten blik wypłaca sobie z bankomatu. Jakby chciał, mógłby iść do banku wypłacić kasę i nie wiedziałabym o tym. Chcałabym umieć "nadzorować" jego wypłaty ale się boję że znów będę mieć doła... Mam zostawić to tak jak jest i starać się o tym nie myśleć??
Awatar użytkownika
owca
 
Posty: 71
Rejestracja: 11 Sty 2017, 21:57

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez milo » 25 Mar 2017, 17:51

Skoro macie rozdzielność od dnia ślubu - to masz prosyo - ty placisz swoje, on swoje a wspólne oplaty wplacacie po polowie.... jesli ta jego polowa wspolnych oplat to te 550 zl, to ok. A co jada, kto mu pierze, sprząta, zmywa talerze i szklanki, ktomu prasuje koszule, kto wynosi smieci.... ? warto okreslić przydzial praw i obowiązków, bo skoro mieszkacie wspólnie w mieszkaniu, to o to mieszkanie trzeba tez zadbać wspólnie ... np. jak palisz w piecu, to kto rąbie drwa i nosi węgiel, wysypuje popiól.... itp. Nazwanie dokladnie - okreslenie zakresu obowiązków pomaga poczuć się w kompetencji - że to moje i ja się wywiązuję - ja jestem uczciwa/y i odpowiedzialna/y za siebie. Nie zagladanie w jego konto to też oddanie odpowiedzialności i danie szansy na dorośnięcie, nauczenie sie przez niego odpowiedzialności za siebie samego a Ty możesz zajać się czymś ze swojej "działki".

To upraszcza i nie komplikuje :)

Pozdrawiam
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4410
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez tojatoja » 25 Mar 2017, 18:01

Tak owca zgadza się albo się pogodzisz i "bierzesz"meza z "posagiem" czyli długami albo się rozstan. Niepotrzebnie co miesiac fundujesz sobie sensacje zdrowotne. Ja odpuscilam i tak zostaly mi wtedy inne sprawy do akceptacji Co do upadlosci to moze byc tak ze mąz nie dostanie i co wtedy? Pogodzisz sie z tym? W sytuacjach stresowych (zwiazanych teraz z Twoim ojcem) te momenty zwatpienia,czy dotkliwszego odczuwania dlugow i zwiazanych z tym konsekwencji sa rzeczą naturalną (ja tez tak mialam/mam). Dlatego wracam wtedy do tego co napisalam na początku. Zyjac z hazardzista dobrze bys zdawala sobie sprawę ze te konsekwencje nie znikną. One są częscią naszego zycia. Z biegiem czasu coraz mniejszymi (u nas np za 2 lata zostanie "tylko"kredyt hipoteczny-hazardowy). Emocje przy przelewach comiesięcznych są coraz mniejsze a teraz po ponad 2 latach gdzie doszlismy do pewnej stabilizacji minimalne. Trzymaj sie z zatroszcz o swoje zdrowie bo nieciekawie to wyglada. :( niepotrzebnie sie szarpiesz.
tojatoja
 
Posty: 837
Rejestracja: 02 Maj 2015, 13:21

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez owca » 25 Mar 2017, 18:09

właśnie.. coraz częściej się zastanawiam czy nasze wspólne życie ma sens...
Awatar użytkownika
owca
 
Posty: 71
Rejestracja: 11 Sty 2017, 21:57

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez jaro » 25 Mar 2017, 21:12

Przepraszam dziewczyny, ze tak sie wetnę od czapy.
Tak troche z boku tej dyskusji
Dwa słowa do milo. W moim dorosłym zyciu nigdy zadna kobieta nie wyprasowała mi koszuli. Nigdy zadna kobieta mi nic nie uparła /chyba ze cos wpadło przypadkiem/. Od reszty tez nie uciekałem. Wręcz przeciwnie. I w środku uzależnienia tez.
/i nie czuje sie przez to wszystko mniej męski jakby ktoś pytał/
Nie chwale sie jaki jestem świetny, bo nie jestem. Chce Ci tylko pokazać dość ciekawe (czasem zabawne) zjawisko, które sie nazywa szufladki i stereotypy.
/gdybym był złośliwy to bym zaptal- jesli pierzesz, gotujesz, zmywasz i sprzątasz mężowi to pobierasz za to opłaty? A moze odwrotnie?/
Wiem, ze pewnie cos innego mialas na mysli. Ale szufladek nie uniknęłas
A moze ja jestem dzisiaj zmęczony
jaro
 
Posty: 4617
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez jaro » 25 Mar 2017, 21:15

Jednak "wetnę" sie i w ta dyskusje /Chociaz tak bardziej ogólnie/
owca, Twoj facet usłyszał juz od Ciebie o tych Twoich watpliwościach i rozważaniach, czy tez wyczyta to dopiero na forum?
Jesli to drugie to jest fatalna forma komunikacji.
jaro
 
Posty: 4617
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez tojatoja » 25 Mar 2017, 22:09

owca napisał(a):właśnie.. coraz częściej się zastanawiam czy nasze wspólne życie ma sens...

O owca to pytanie to chleb powszedni zon uzaleznionych a i nieuzaleznionych tez...ile ja razy mojej terapeutce go zadawalam :)
Mąz się leczy Ty tez. To jest proces. U mnie moment w ktorym dokonalam WYBORU czyli ze CHCĘ zyc z uzaleznionym męzem dokonal sie po ponad 2 latach terapii. Wczesniej nie mialam tej pewnosci. Bo nie mialam jej co do SIEBIE. Całą terapię poznawałam siebie,swoje potrzeby, prawa, swoje braki,wracałam do siebie, tej sprzed wielu lat plus jeszcze wartosc dodana się przyplątała :D wczesnie czułam taki "niebyt" ze marnuje czas, ze moze mogło by byc inaczej. Teraz jesli sama swiadomie (znając siebie)dokonalam wyboru godząc się z konsekwencjami uzaleznienia jest mi lepiej. Nie czuję ze cos trace. To chyba się nazywa akceptacja :D
Dajcie sobie czas ...
tojatoja
 
Posty: 837
Rejestracja: 02 Maj 2015, 13:21

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez tojatoja » 25 Mar 2017, 22:13

jaro napisał(a):i nie czuje sie przez to wszystko mniej męski jakby ktoś pytał/

Gdziezby :) przeciez to szufladkowanie :wink:
tojatoja
 
Posty: 837
Rejestracja: 02 Maj 2015, 13:21

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez Agnieszka1234 » 25 Mar 2017, 22:56

owca napisał(a):Chcałabym umieć "nadzorować" jego wypłaty

A po co ? Jak będzie chciał zagrać to i tak zagra czy będziesz kontrolować czy nie. Jak odpuścisz to zobaczysz ile Cię to zdrowia kosztuje. Warto.
jaro napisał(a):owca, Twoj facet usłyszał juz od Ciebie o tych Twoich watpliwościach i rozważaniach, czy tez wyczyta to dopiero na forum?

Jakoś też mi się to nasunęło.
Agnieszka1234
 
Posty: 3170
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez milo » 26 Mar 2017, 15:46

tak... szufladkowanie to jest takie automatyczne myslenie... nie uniknęlam i nie uniknę szufladkowania. Ja rozmawiam z mężem o zmywaniu garow, bo po prostu mamy podział obowiązków - on gotuje , a ja zmywam ....
A wracając do tematu - hm.... warto jednak rozmawiać z partnerem / mężem o wszystkim, najwyżej temat go nie zainteresuje i nie zrozumie... ale co zostało powiedziane, to się już nie od-powie. Dlatego ja uwazam na to co mowię, a jak coś palnę od czapy - to tez o tym mówię. Upraszcza to nasze relacje. Mój mąż nie czyta tego forum - on nie ma potrzeby mnie kontrolować, a jak coś mu nie pasuje , jak wydam pieniądze na coś, czego nie ustaliliśmy, to po prostu mi o tym mowi wprost. Tylko, że mój mąż jest w procesie zdrowienia wlasnego, a nie tylko w abstynencji :) Uczę się także od niego, co to jest abstynencja, co to jest trwanie na "dooopuścisku" a co zdrowienie .... mam ściągę w domu :) Czasem nasze dyskusje są bardzo burzliwe, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio byla kłótnia . Znajomi czasem mowia mi, że chcieliby tak podchodzić do życia, jak mój mąż :) a ja to doceniam :)
Przykład a nie wykład - więc biorę :)
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4410
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez owca » 26 Mar 2017, 17:14

jaro napisał(a):Jednak "wetnę" sie i w ta dyskusje /Chociaz tak bardziej ogólnie/
owca, Twoj facet usłyszał juz od Ciebie o tych Twoich watpliwościach i rozważaniach, czy tez wyczyta to dopiero na forum?
Jesli to drugie to jest fatalna forma komunikacji.


Oczywiście że wie o moich wątpliwościach. Czy to że on jest na tym forum oznacza że ja nie mogę o nic zapytać i usłyszeć zdanie innych? Tylko on ma prawo tu pisać? Bo jak na razie dostaję ciągle po głowie, jak o czymś napiszę. A piszę jak już mnie taki dół dopada i nie mam co ze sobą zrobić i najchętniej zniknęłabym z tego świata...
Awatar użytkownika
owca
 
Posty: 71
Rejestracja: 11 Sty 2017, 21:57

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez jaro » 26 Mar 2017, 17:21

Gdzie to napisałem?
Czytaj to co jest napisane, nie dopowiadaj sobie. Tak jest łatwiej.
I nie doszukuj sie ataku tam gdzie go nie ma
jaro
 
Posty: 4617
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez owca » 26 Mar 2017, 17:25

tojatoja napisał(a):Mąz się leczy Ty tez. To jest proces. U mnie moment w ktorym dokonalam WYBORU czyli ze CHCĘ zyc z uzaleznionym męzem dokonal sie po ponad 2 latach terapii. Wczesniej nie mialam tej pewnosci. Bo nie mialam jej co do SIEBIE. Całą terapię poznawałam siebie,swoje potrzeby, prawa, swoje braki,wracałam do siebie, tej sprzed wielu lat plus jeszcze wartosc dodana się przyplątała :D wczesnie czułam taki "niebyt" ze marnuje czas, ze moze mogło by byc inaczej. Teraz jesli sama swiadomie (znając siebie)dokonalam wyboru godząc się z konsekwencjami uzaleznienia jest mi lepiej. Nie czuję ze cos trace. To chyba się nazywa akceptacja :D
Dajcie sobie czas ...


tojatoja.. dziękuję Ci za te słowa... tak, tak właśnie mam.. ta niepewność, widzę swoje chore poplątanie, myśli w głowie nie dają mi czasem spokoju... czy ja dobrze robię? a co jeśli powinnam inaczej? a jeśli to nie jest dobra decyzja? a po co się męczyć, a co jeśli to będzie męczarnia do końca życia i ciągłe zastanawianie się "czy on gra?" Skoro nie widziałam że gra przez 1,5 roku to jak ja to niby mam wyłapać? rety tyle pytań, zero odpowiedzi... jeszcze się z tym nie pogodziłam... kończę terapię podstawową i czuję się jakbym nic poza wiedzą o tej chorobie, jej skutkach, rozumowaniu hazardzisty, nadkontroli, tym że POWINNAM myśleć o sobie... jakbym nic poza tym nie wyniosła... Tak poznałam bardzo fajne dziewczyny, wiem że mogę do nich w każdej chwili napisać, zadzwonić, pogadać, że jest ktoś kto ma podobne doświadczenia co ja... jednak czuję że one mają jeszcze inne problemy, one mają mężów alkoholików... tak wiem powiecie, mechanizmy te sam.. jednak ja jakoś czuję inaczej. Mój mąż jest jakby inny od ich mężów... Powinnam napisać pracę końcową żeby przejść do grupy "praca nad sobą", ale nawet nie wiem o czym mam napisać :/ ehh
Awatar użytkownika
owca
 
Posty: 71
Rejestracja: 11 Sty 2017, 21:57

Kwestie finansowe, a codzienność

Postprzez Agnieszka1234 » 26 Mar 2017, 17:51

owca napisał(a): Bo jak na razie dostaję ciągle po głowie, jak o czymś napiszę.

W którym poście ?
owca napisał(a):jednak ja jakoś czuję inaczej

też chodziłam na terapię z żonami alkoholików, narkomanów. I też myślałam, że jestem inna. Ja czułam się lepsza, w końcu wszystkie rozumy pozjadałam i żadne tam poniewierane baby nie będą mi mówić jak mam żyć. Mają mi tylko powiedzieć co mam z chłopem zrobić, bo skończyły mi się pomysły, a ten śmiał "się zepsuć". A ja ? Ja byłam najmądrzejsza.
Jednak z czasem okazało się jak cenną naukę mogę od nich wyciągnąć. Bo powoli ta skorupa w jaką się zamknęłam zaczęła pękać. I ten piedestał na który wlazłam zaczął się chwiać. Bo zaczęłam czuć. Dowiedziałam się co się dzieje ze mną (NIE z mężem) i to dopiero okazało się fascynujące.
Ty póki co jesteś na etapie, że nie słuchasz. Ciągle chcesz lekarstwa "co zrobić, żeby on". Przynajmniej ja tak to widzę.
Jeszcze raz : daj czas czasowi.
Pzdr
Agnieszka1234
 
Posty: 3170
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania dotyczące zdrowienia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości