Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Moderator: kaśka

Re: Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Jagoda33 » 04 Cze 2018, 21:28

Chciałabym sprostować, że nie napisałam iż maz gra na chwilę obecną...to są moje lęki i skojarzenia z sytuacjami z przeszłości...oboje uczęszczamy na terapię...mąż się stara-jest w domu, jest z Nami emocjonalnie...widzę zmiany -jak pracuje nad wadami...ponoć na uznanie bezsilnosci wobec hazardu ma czas...tylko z tylu głowy mam obawy, że tok myslenia hazardzisty to odwieczny syzyfowa praca...
Jagoda33
 
Posty: 31
Rejestracja: 27 Mar 2018, 12:52

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez milo » 04 Cze 2018, 23:02

Jagoda33 napisał(a):ponoć na uznanie bezsilnosci wobec hazardu ma czas..

a tego to nie rozumiem....
dzień, tydzień, miesiąc ?

jeśli poszedł na terapię, to bezsilność już (chyba) poczuł ???
to co to za "terapia" ? logopedyczna ?

Jestem hazardzistką
Poczułam moją bezsilność w momencie, kiedy dotarło do mnie , ze przekroczyłam granicę "towarzyskiego" grania a UZNAJĘ bezsilność każdego dnia - czasem nawet częściej .

A czy TY poczułaś SWOJĄ bezsilność wobec swoich myśli, zachowań, reakcji na jego zachowanie ? Czu uznajesz bezsilność wobec tego i wielu innych rzeczy ? Ile czasu dajesz SOBIE na uznanie bezsilności ? Np. Kiedy będzie dobry czas na zasądzenie alimentów na dzieci ?

Właśnie - dlaczego alimenty "nie" ?


Bożena
hazardzistka (i in)
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4316
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Agnieszka1234 » 05 Cze 2018, 08:03

milo napisał(a):jeśli poszedł na terapię, to bezsilność już (chyba) poczuł ???

No niekoniecznie. Może być tak jak pisze chłop ze wsi. U mnie tak było. Mąż poszedł na terapię, a dalej kombinował, ściemniał mnie, terapeutę, grupę. Wydaje mi się jednak, że to nie do nas należą dywagacje czy mąż Jagody poczuł bezsilność czy nie.

Jagoda33 napisał(a):Jak zająć się sobą? Jak nie dać się manipulacjom i kłamstwom?

A co lubisz robić ? Są jakieś rzeczy tylko dla Ciebie ? Dajesz sobie chwilę na oderwanie myśli ? Potrafisz bronić swoich granic ? Ja nie potrafiłam, uczyłam się mozolnie. Na terapii i od innych współuzależnionych. Miałam pomoc na terapii, tu na forum, na mitingach Al Anon.
Odsunęłam się od męża i w pewnym momencie po prostu zostawiłam go samemu sobie. Pomyślałam : dziej się wola nieba, bo nie mam siły na więcej.

Jagodo jeśli chodzi o alimenty to nie będę Cię przekonywać czy to konieczność czy nie. Ja też kiedyś sobie tego nie wyobrażałam. Mąż wciąż "przekonywał", że to niepotrzebne, że wszystko ok, że sobie radzi. Nie słuchałam, bo bałam się o to, że nie będę miała pieniędzy na dzieci, zwłaszcza, że wciąż wychodziły nowe kłamstwa, nowe długi. Jakbym dostawała obuchem w głowę. Składałam pozew zapłakana, potem przerażona i zapłakana siedziałam na sali sądowej. Potwornie się wstydziłam i nie wierzyłam, że to się dzieje. No i czułam się okropnie winna :roll:
A potem pojawił się komornik. Jeden, drugi, trzeci...
Mi alimenty i rozdzielność dały namiastkę bezpieczeństwa i dzięki temu mogłam w spokoju skupić się na terapii.
Co Ty zrobisz ? To już zależy od Ciebie.

Jagoda33 napisał(a):tylko z tylu głowy mam obawy, że tok myslenia hazardzisty to odwieczny syzyfowa praca...

Dokładnie jak u współuzależnionej, jeśli nic ze sobą nie robi. Albo chodzi na terapię, żeby on....

Trzymaj się ciepło.
Agnieszka1234
 
Posty: 3136
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Re: Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Jagoda33 » 05 Cze 2018, 08:43

Nasuwa mi się myśl, że terapeutka męża to jakaś naciągaczka ( z racji specyfiki pracy mąż uczęszcza na terapię prywatną)- skoro w naszej sytuacji jest przeciwna alimentom (mąż pracuje a ja mam jawny dostęp do pieniędzy z wypłaty) i spokojnie twierdzi, że mąż ma czas na uznanie bezsilności ( On twierdzi, że walczy poprzez; zaangażowanie się w domu, zmianę swoich wadliwych zachowań dotyczących braku szacunku, radość z codziennych spraw)...
Skoro uznałam swoją bezsilność ( poczucie spokoju, przestrzeni w której alimenty to niekoniecznie poczucie bezpieczeństwa a raczej coś co mamy w sobie...) to skąd impuls realny bądz nie i zalała mnie fala lęku i zwątpienia?
Krok po kroku stawiam granice i widzę jak Mu niewygodnie, buntuje się i widząc brak uległości- akceptuje...łapię się jeszcze na starych wzorcach myślenia i zachowania np. poprzez nadmierne dbanie o Niego ( tylko jak to wypośrodkować żeby było zdrowo? bo w normalnej relacji dba się drugą osobę- jak nie zatracić zdrowej granicy by nie pomagać hazardziście w jego nałogu?).
Na terapię uczęszczam dla siebie- chcę wiedzieć jak żyć z osobą uzależnioną w miarę normalnie by ta relacja mnie nie zniszczyła i nie ograniczała- co mogę zrobić dla siebie by mi żyło się lepiej ( w razie gdy wybierze nałog chcę być odważna,silna, decyzyjna by Jego wybory nie wpływały znacząco na moje życie).
Jagoda33
 
Posty: 31
Rejestracja: 27 Mar 2018, 12:52

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez asia » 05 Cze 2018, 10:12

Składaj o te alimenty nie patrząc na to co mówi prywatna terapeutka.
To Twój obowiązek względem dzieci. I już.
W tym miejscu wpisujemy mądre zdanie albo niemądre, ale za to koniecznie po angielsku.
asia
 
Posty: 7050
Rejestracja: 19 Paź 2005, 09:55
Miejscowość: Warszawa

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez tojatoja » 05 Cze 2018, 11:04

Jagoda33 piszesz, ze masz wątpliwości czy zdrowiejący jest Twoj mąz a potem ze
Jagoda33 napisał(a):mąż się stara-jest w domu, jest z Nami emocjonalnie...widzę zmiany -jak pracuje nad wadami
. Czy to nie jest tak, ze jak poszłaś na to spotkanie to wróciłas po nim do punktu wyjscia (wrociłaś do 1 spotkania jak mowi Twoja terapeutka) ? Bo nie jest tak jak oczekiwałaś odnosnie jego zdrowienia(bezsilnosci)?
Zobacz Ty się cofasz, on tez moze się cofać. Tak wygląda zdrowienie/naprawianie. To jest zycie, relacje ciągle pracują. Nie da się tak od razu wszystkiego na raz naprawić. To są małe kroczki. On ma swoje, Ty swoje. Czy tak bedzie zawsze? Nie wiem.
Alimenty i rozdzielnosc mam zasądzone. Lezą w domu. Mam nadzieję, ze nie bede musiała z nich korzystac. To jest własnie m.in. stawianie granic. Mąz Twoj bedzie musiał się z tym pogodzic (jesli boisz się o niego ze to zle na niego wpłynie, stawiając jego nad siebie) bo to są konsekwencje jego czynów pod wplywem nałogu. Bez komentarza pozostawie zdanie jego terapeutki odnisnie alimentów, ktora w ogóle nie ma prawa nic radzic.
To, ze korzystasz z pomocy dla siebie to b.wazne. To juz pierwszy krok zajęcia się sobą. Przyjrzeniem i obserwacji swoim zachowaniom. Aby komunikacja hulała (bo przeciez oczywiste jest ze nie powiesz rob sobie co chcesz, idz w choolere, bo jest Ci bliski i jest ojcem Twoich dzieci) wazne są jasne i konkretne komunikaty o tym co Ty czujesz w zwiazku z jego zachowaniami.
I czas. Czas, czas. Dla nas wspóluzaleznionych trudne do zaakceptowania. Ale nie ma innego wyjscia. A w tym czasie rozmowy z innymi wspoł., wygadanie sie tym co rozumieją to co Ty, terapia. Szukanie swoich wentylów/momentow w ktorych nie myslisz o problemach (co oczywiscie tez jest mega wyczynem!) Ale moze byc własnie teraz celem.
tojatoja
 
Posty: 817
Rejestracja: 02 Maj 2015, 13:21

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez miszokienka » 06 Cze 2018, 21:26

Jagoda33 napisał(a):jak nie zatracić zdrowej granicy by nie pomagać hazardziście w jego nałogu?
Mi, jako hazardziście, tkwić w nałogu pomagałaby świadomość, że nawet grając radzę sobie ze zobowiązaniami finansowymi. Czyli skoro nie mam jeszcze alimentów, jako tako spłacam pożyczki, to wciąż mogę grać. Ba! Nawet powinienem grać, bo przecież już zaraz nadejdzie wielka wygrana i wszystkie problemy znikną. Ona jest tuż tuż, za rogiem... Żona bardzo pomogła mi wziąć się za zdrowienie, gdy postawiła jasne granice, które były i niektóre dalej są nieprzekraczalne. To, że nie pękała i trzymała się swoich decyzji było bardzo ważne i pomagało nam obojgu.
Nie wiem co jeszcze masz na myśli pisząc o dbaniu o męża. U nas, jeśli chodzi o obowiązki domowe, to robiliśmy zawsze wspólnie. I na początku terapii też było wspólnie, z tym że mi to przestało dawać poczucie straconego czasu (bo wcześniej to przeszkadzało w graniu). Na pewno nie było między nami czułości. Nie byłem i nie jestem też gloryfikowany za to, że robię coś, co jest normalne, tylko dlatego, że grając tego nie robiłem. Nie oczekuję zresztą czerwonych dywanów i blasku jupiterów. Do szczęścia wystarcza mi satysfakcja z lepszej jakości życia. Takiego codziennego. Czasem żona powie komplement, zauważy jakąś zmianę na plus i jest mi wtedy miło. Ale cieszę się też, jak zwraca mi uwagę, na to co mógłbym zmienić. Przyjemnie jest wiedzieć, że jej na mnie zależy :)
Tak w skrócie to współuzależnieni powiedzieli Ci już tutaj, że warto zadbać o siebie i dzieci. I ufać faktycznym czynom, a nie słowom hazardzisty.
Miś jest bardzo grzeczny dziś.
Awatar użytkownika
miszokienka
 
Posty: 1290
Rejestracja: 11 Cze 2013, 20:29

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Jagoda33 » 08 Cze 2018, 10:12

Przede wszystkim, dopiero ostatnio uświadomiłam sobie jak faktycznie przedstawia sie sprawa z alimentami i papier w szufladzie jest jakimś sygnałem ostrzegawczym w rzeczywistości tej trudnej do zaakceptowania ( terapeutka męża stwierdziła, że skoro maz pracuje nad sobą i żyjemy razem i rozporzadzam finansami to rzeczywiście utrudnilabym tymi alimentami życie nam obojgu gdyby np.stracil pracę...tyle, że ja nie wiedziałam, że żeby machina egzekwowania papieru ruszyła to potrzeba oddać sprawę do komornika-w innym wypadku ow papier nie jest szkodliwy?dobrze to rozumiem?)
Poza tym, w końcu po 16latach, uświadomiłam sobie, że jestem ofiarą przemocy psychicznej. I teraz, podczas rozmów dociera do mnie Jego tok myslenia...że każda rozmowa to szukanie kontrargumentow, które oddalają Go od przyznania sie do swojej słabości (na wspólnej terapii zauważyłam, że tego nie zrobił) i de facto zaangażowanie w dom to taki zamiennik by oddalić te myśli o wyrzadzonej krzywdzie (zawsze mi wyrzuca, że ja nie potrafię się definitywnie odciąć się od tego co było...ale jak to zrobić gdy np.budzetem zajmuję sie ja a On odwleka temat twierdząc, że nieustannie robi obiady jak jest w domu i wg Niego stara się czerpać radość z bycia tu i teraz...)... Wcześniej dałam się złapać na robienie obiadów i sadzenie roślin, że to za zmiana myślenia...obecnie im więcej do mnie dociera z przeczytanych treści tym bardziej jestem przekonana, że lada moment On polegnie z hukiem (chyba w tym przypadku Wiara w Niego maialaby wiele z magiczno-zyczeniowym myśleniem niż watpienie jako tako z góry założone).
Bardzo dziękuję za odzew, który jest niezwykle ważny dla mnie w takiej trudnych chwilach.
Jagoda33
 
Posty: 31
Rejestracja: 27 Mar 2018, 12:52

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez tojatoja » 08 Cze 2018, 12:59

Właśnie o to chodzi
Jagoda33 napisał(a):rzeczywistości tej trudnej do zaakceptowania (

Jagoda33 napisał(a):obecnie im więcej do mnie dociera

By nie było
Jagoda33 napisał(a): magiczno-zyczeniowym myśleniem n
. Czyli przyjmować prawdę bolesną, ale realną. Kazdej z nas cięzko było przyjąc to, ze moj "własny" mąz okradał, oszukiwał, zaniedbywał mnie i dzieci i całą rodzinę. Wazne, ze zaczęłaś to dostrzegać by zacząc stawiac granice i byc konsekwentną. Moze to dziwnie zabrzmi, ale ten etap jest niezbędny by zacząć dbac o siebie. A mąz moze kiedys Ci za to podziękuje bo konfrontujesz go z rzeczywistością a jaką on decyzję podejmie czy zdrowienie czy dalej tkwienie w iluzji zalezy od niego. Ja po kazdym takim kopie bardziej "walczyłam" o siebie.
tojatoja
 
Posty: 817
Rejestracja: 02 Maj 2015, 13:21

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Aga43 » 09 Cze 2018, 13:05

Jagoda33 napisał(a): uświadomiłam sobie jak faktycznie przedstawia sie sprawa z alimentami i papier w szufladzie jest jakimś sygnałem ostrzegawczym w rzeczywistości tej trudnej do zaakceptowania

Ten papier w szufladzie nie jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym,tylko dokumentem(waznym)do wykorzystania w razie potrzeby.
Dla mnie sygnałem ostrzegawczym było to co działo się w moim małżeństwie a rozdzielność i alimenty były robione w pędzie strachu o jutro.
Aga43
 
Posty: 831
Rejestracja: 15 Paź 2016, 09:03
Miejscowość: Toruń

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Jagoda33 » 12 Cze 2018, 16:21

Mąż miał kilka szans na wyjaśnienie wątpliwości moich...naciskałam na prawdę bo w moim odczuciu uświadomiłaby nam rozmiar Jego nałogu ( terapeutce również opowiada brednie zapewne)...część kłamstw sprostował...część jakoś tak układa w głowie mi się sama ( zastawiał telefon kilkukrotnie a bajki tworzył przy tym różne - niestety wiarygodnie brzmiały)...są to kłamstwa pewnie specyficzne i małej szkodliwości...
Natomiast niepokoi mnie kilka spraw- w moim odczuciu są to rzeczy istotne:
1- podczas urlopu mąż wrócił do pracy, w tym czasie ( pod moją nieobecność ) był Jego znajomy mechanik (których wielu miał o dziwo !!!) u nas w domu- nie wiadomo w jakim celu, natomiast po wakacjach oddał jemu auto do naprawy , nie palił się do odbioru ( okazało się , że auto zajechane, z naklejkami reklamującymi nocny klub!!! mechanika w domu brak - rzekomo uciekł z prostytutką)...
2- pewnego dnia , mąz zniknąl z pracy z samego rana ( niby wyszedł po tabletki do kiosku) - sprawa zgłoszona na policję, twierdził , że ktoś Go porwał za stare sprawy sprzed 15 lat( dobra wymówka na wszystko swoją drogą), wrócił dnia następnego i tejże nocy ktoś dobijał się do naszych drzwi ( slyszał sąsiad bo my mocno spaliśmy)...To było w roku 2017...Na początku tego roku oszukiwał by rzekomo spłacić jakieś stare długi ( kiedy przyznawał się do hazardu i długów to o tych niby zapomniał)...
Mam wrażenie, że skala hazardu męża jest potworna do czego nie chce się przyznać...
Pomijając już stopień uzależnienia...
Czy mam się czego obawiać ???
Jagoda33
 
Posty: 31
Rejestracja: 27 Mar 2018, 12:52

Re: Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez chłop ze wsi » 12 Cze 2018, 20:34

przeczytaj swój pierwszy wpis. Gdybys była facetem powiedziano by rogacz. O hazardzie nie piszę bo to inna bajka.Ale jesli jesteś samodzielna to po co ci to ? Lubisz być robiona w trąbę ? Teraz jestes służącą- pierzesz , sprzątasz, żywisz,dbasz o dziecko, itd, itd. A facet sobie żyje. czekasz aż długu będzie milion ? Wtedy się zaopiekujesz bankrutem i spodziewasz sie wdzięczności od niego ? Jaka to jestem wspaniała bo trzymam cały dom ? polka męczennica ? Pasuje Ci - tak rób. . Ale coś nie teges to wasze pożycie jeśli pytasz o opinię.
chłop ze wsi
 
Posty: 374
Rejestracja: 26 Cze 2014, 18:04

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Agnieszka1234 » 13 Cze 2018, 11:31

chłop ze wsi napisał(a):Gdybys była facetem powiedziano by rogacz.

Dlaczego ? Nie rozumiem.
Agnieszka1234
 
Posty: 3136
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Re: Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez chłop ze wsi » 13 Cze 2018, 17:13

Agnieszka1234 napisał(a):Dlaczego ? Nie rozumiem.

bo:
w drugi dzień świąt wziął naszego synka do rodziców i po tej wizycie dziecko opowiedziało mi że tata był u dziadków z jakąś koleżanką.
Jak to zinterpretować? chłop ma swoje osobne życie a żona potzrebna mu do prania , sprzatania itp itd.To co tu ratować ?
chłop ze wsi
 
Posty: 374
Rejestracja: 26 Cze 2014, 18:04

Jestem żoną hazardzisty, potrzebuję Waszej pomocy.

Postprzez Agnieszka1234 » 13 Cze 2018, 17:44

Ok, teraz pojęłam.

chłop ze wsi napisał(a):Jak to zinterpretować? chłop ma swoje osobne życie a żona potzrebna mu do prania , sprzatania itp itd.To co tu ratować ?

Pewnie bym się zgodziła, tylko że powołujesz się na sytuację Karoli5555, a odpisujesz Jagodzie33. :wink:

Pozdrowienia
Agnieszka1234
 
Posty: 3136
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

PoprzedniaNastępna

Wróć do Poszukuję pomocy

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości