Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Moderator: kaśka

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez sasanka » 21 Kwi 2014, 15:33

niesia napisał(a):zbysob, jesteś okropny


Jest okropny :mrgreen: Po prostu daje mi bardzo "delikatnie" do zrozumienia, żebym nie dawała rad, bo sama jeszcze mam duzo do" zrobienia" w sobie, a do radzenia komuś jeszcze daleka droga przede mną. Może i tak Zbysob. Ja nie daję rad, rozmawiam z Wami, wypowiadam się na temat sytuacji różnych , trudnych, ale przedstawiam moje zdanie, mój punk widzenia, nie każdy musi się z nim zgodzić, nie każdy musi go akceptować i przyjąć jako bezsprzeczny i jedynie słuszny. Przyjmuję sarkazmy zbysoba tzn. akceptuję :mrgreen: dzięki temu uczę się przedstawiane sytuacje widzieć oczami innych ludzi, może bardziej zaawansowanych w umiejętnościach akceptacji. Wnioski wyciągam zawsze, może nie zawsze je wykorzystuję we właściwy sposob, tzn. taki, który przyniósłby oczekiwany skutek. Wszak nie mamy patentu na bezbłędne postępowanie, ale rzeczą ludzką jest błądzić, nie prawdaż?
Cyceron

Właściwością człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.
Awatar użytkownika
sasanka
 
Posty: 126
Rejestracja: 30 Mar 2009, 16:28
Miejscowość: Wrocław

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez anagram » 21 Kwi 2014, 15:43

sasanka napisał(a):rzeczą ludzką jest błądzić, nie prawdaż?

Taa...Zwłaszcza na pustyni Błędowskiej...Dziwnym trafem o błądzeniu , jako rzeczy ludzkiej piszą zazwyczaj ci , którzy wciąż tkwią w błędzie...O ! BŁĘDU tego skutki do OBŁĘDU doprowadzić mogą...Jakem przybłędą...
NOLI ME TANGERE...Z JEDNYM , JEDYNYM WYJĄTKIEM ...
anagram
 
Posty: 3019
Rejestracja: 21 Lis 2008, 13:04

Re: Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez niesia » 21 Kwi 2014, 16:12

sasanko, każdy może pisać co chce, to oczywiste. niestety, mylisz się o 100% pisząc, że:
sasanka napisał(a):swoim postępowaniem, konsekwencją, nie pomaganiem i pozbawieniem komfortu grania w zakresie naszych mozliwości wplywu możemy sprawić, że to "obudzenie" nastapi

to jest jeden z większych paradoksów współuzależnienia. jego zrozumienie nie zależy od ilorazu inteligencji. w ogóle nikt nie wie jak to się dzieje :)
"Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś." Dominick Coniguilaro
Awatar użytkownika
niesia
 
Posty: 730
Rejestracja: 18 Lis 2007, 21:22

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez anagram » 21 Kwi 2014, 16:23

niesia napisał(a):sasanka napisał(a):swoim postępowaniem, konsekwencją, nie pomaganiem i pozbawieniem komfortu grania w zakresie naszych mozliwości wplywu możemy sprawić, że to "obudzenie" nastapi

To żaden paradoks...Czy on się " obudzi " , to rzecz bardzo wątpliwa i nie zależy w najmniejszym stopniu od Ciebie...ALE opisałaś warunki niezbędne dla własnego " przebudzenia "...A chyba przecież o to w tym wszystkim chodzi...? NIE PRAWDAŻ...? ( Błądzić można nawet w słowniku ortoGRAficznym...)...ALLELUJA...
NOLI ME TANGERE...Z JEDNYM , JEDYNYM WYJĄTKIEM ...
anagram
 
Posty: 3019
Rejestracja: 21 Lis 2008, 13:04

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez zbysob » 21 Kwi 2014, 18:04

sasanka napisał(a):Przyjmuję sarkazmy zbysoba

ten to nie byl sarkazm - taka mala obserwacja z boku, widzialem tez ten "power" u mojej zony gdy zaczela mnie naprawiac :D . To daje niezly haj a poczucie ze moc jest z Toba - bezcenne :)
Niesia wyjasnila o co kaman - anagram postawil spory drogowskaz - a co Ty z tym zrobisz .......
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12304
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 21 Kwi 2014, 21:54

matis2013 napisał(a):Chciałaś na swoich warunkach zmusić aktywnego hazardzistę do leczenia i mówienia prawdy .

To nie tak, wydawało mi się na podstawie tego co mówił i robił, że on podjął decyzję, że chce się leczyć. Wydawało mi się, że zrozumiał, że jest chory i że wymaga pomocy. Dlatego powiedziałam Mu, że będę przy Nim pod warunkiem, ze będzie kontynuował leczenie i trwał w abstynencji.
matis2013 napisał(a):on musi się wpierw sam sie obudzić i poczuć lub zrozumieć

Naiwnie myślałam, że właśnie się obudził, poczuł, zrozumiał.
milo napisał(a):Trochę złości we mnie jest, to - przepraszam, że tak ostro piszę - tak to widzę na dzisiaj.

Nie przepraszaj :) Ja widzę to dokładnie tak samo.
Czas świąteczny sprzyjał rozmowie. On twierdzi, że odkąd ujawniłam Jego kolejne kłamstwa i przekręty to nie gra. I w Jego opinii on bardzo się stara, bo wytrzymał to "ujawnienie" w trzeźwości (wcześniej zawsze w takich sytuacjach zapijał nerwy i smutki oraz oczywiście grał za wszystko co miał na kontach, "zerował się").
Żeby była jasność, ja nie zmieniłam swojego stanowiska, jednak mętlik w głowie mam. Bo według tego co mi wpajają na terapii takie przerwania abstynencji mogą się zdarzyć. To teoria, a co z życiem? Też tak mieliście, że jak już postanowiliście leczyć się i żyć w abstynencji, to łamaliście swoje postanowienia, ulegaliście głodom? Pytam, bo naprawdę gubię się w tym wszystkim, nie wiem na ile on chce mnie zmanipulować, a na ile po prostu toczy jakąś tam swoją walkę z uzależnieniami? I wiem, że to co piszę wygląda jakbym Go wybielała, ale naprawdę nie mam zamiaru. Po prostu problemem numer jeden w tym wszystkim jest to, że ja nie zdążyłam jeszcze przestać Go kochać. I dlatego rozum mówi spadaj od Niego jak najdalej, nie Twój problem. A serce mówi, gdyby nie hazard i alkohol to cudowny człowiek.
Ośmieszam się, co? :( Ale jak widzicie tym bardziej nie wiem jak żyć z Nim pod jednym dachem...
Na pewno skorzystam z Waszych rad i jutro spiszę wszystkie opłaty oraz ustalę warunki mieszkania, ponoszenia kosztów, wykonywania obowiązków domowych do czasu Jego wyprowadzki.
zbysob napisał(a):a co Ty z tym zrobisz .......
To jest dobre pytanie, co ja z tym zrobię... Myślę, że On wie, że Go kocham i to wykorzystuje. Biorąc jednak pod uwagę, że może jednak zależy Mu na leczeniu i zdrowieniu to jak ja mam się w tym wszystkim zachować? Odcięcie materialne, kosztowe, to wiem, ale reszta?
Jak zwykle zamotałam, ale właśnie taki mętlik mam w głowie. :roll: Moje współuzależnienie jest dużo większe niż pewnie podejrzewaliście :oops:
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez matis2013 » 21 Kwi 2014, 22:50

Wiesz Reni w tym wszystkim chodzi tylko i wyłącznie o ciebie . Dopóki nie zaczniesz się zajmować sobą i dziećmi będziesz miała mętlik w głowie . Gdy twój mąż faktycznie przestał/ przestanie to ty będziesz pierwsza osoba która to poczuje /odczuje .Teraz oprócz siebie i dziećmi zajmujesz się mężem a to nie tedy droga bo cięgle myślenie czy gra lub nie czy się napije czy nie tyko cie wykańcza psychicznie jeszcze dodać miłość i masz koktajl molotowa .
I wcale się nie ośmieszasz a to co my myślimy jest w tym momencie najmniej ważne
Nic się nie zmieniło oprócz mojej postawy -czyli zmieniło się wszystko.
„Anthony de Mello „ i ja
matis2013
 
Posty: 714
Rejestracja: 23 Wrz 2013, 10:04

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 22 Kwi 2014, 06:25

matis2013 napisał(a):Dopóki nie zaczniesz się zajmować sobą i dziećmi będziesz miała mętlik w głowie

Wydaje mi się, że już tak robię :( A myśleć o Nim nie umiem przestać, a jak przestanę, to chyba będzie się wiązało z tym, że przestanę Go kochać, a wtedy faktycznie wszystko będzie łatwiejsze. :(
matis2013 napisał(a):I wcale się nie ośmieszasz a to co my myślimy jest w tym momencie najmniej ważne

W teorii pewni masz rację, ale dla mnie jest bardzo ważne co myślicie, bo chyba tylko Wy jesteście w stanie wyobrazić sobie czy zrozumieć z czym się borykam. Dlatego ważne dla mnie jest co piszecie, bo macie inne doświadczenia, przemyślenia, pomysły i wbrew pozorom bardzo dużo czerpię z tego co jest tu na forum pisane. :D Zaczynając od rozpoczęcia mojej terapii, poprzez alimenty, rozdzielność majątkową do zmiany myślenia w mojej głowie. Dzięki forum podejmuję w ogóle jako takie racjonalne decyzje, bez forum bym dalej gniła w tym co kiedyś Marekz3Miasta pięknie nazwał "prowizorce życia".
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez matis2013 » 22 Kwi 2014, 15:45

Tu nie chodzi o zaprzestanie miłości tylko o zrozumienie z czym masz do czynienia . Nawet na forum jest kilka przykładów ze można ( są pary które przeszły ta drogę ) .
W tym momencie powinnaś( nie lubię tego słowa ) się zając sobą i dziećmi. A ze zrobiłaś już olbrzymie kroki ku normalności ( rozdzielność majątkowa , alimenty , terapia , zmiana myślenia ) zaczynasz zmieniać siebie i to jest dobry kierunek .
A co do męża cóż może doświadczy/doświadczył swojego prywatnego DNA i wtedy może być tylko lepiej . Mi zeszło dotarcie tam bardzo długo , robiłem wszystko by grac a teraz robię wszystko by nie grac .Czasami chce mi się rzygać samym sobą i tym co robiłem ale przeszłości już nie jestem w stanie zmienić . Zycie nie składa się tylko z plusów i minusów czasami mały niuans robi różnice
Nic się nie zmieniło oprócz mojej postawy -czyli zmieniło się wszystko.
„Anthony de Mello „ i ja
matis2013
 
Posty: 714
Rejestracja: 23 Wrz 2013, 10:04

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 24 Kwi 2014, 22:21

matis2013 napisał(a):robiłem wszystko by grac a teraz robię wszystko by nie grac

Oj wiele bym dała, żeby mój mąż też robił wszystko by nie grać... Wiem, wiem, mam myśleć o sobie i dzieciach, a nie o Nim.
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez romekgg » 24 Kwi 2014, 23:03

Reni napisał(a): Wiem, wiem, mam myśleć o sobie i dzieciach, a nie o Nim.

dokładnie tak bo to czy on zechce sie leczyc i zdrowiec zależy tylko i wyłącznie od niego i od jego determinaci by nie grać .
Zdałem sobie sprawę jak mało zależy od nas a jak dużo od Siły Wyższej
Awatar użytkownika
romekgg
 
Posty: 1119
Rejestracja: 13 Mar 2013, 17:56
Miejscowość: małopolska

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez kokosek35 » 25 Kwi 2014, 07:13

Reni napisał(a):Wydaje mi się, że już tak robię :( A myśleć o Nim nie umiem przestać, a jak przestanę, to chyba będzie się wiązało z tym, że przestanę Go kochać, a wtedy faktycznie wszystko będzie łatwiejsze. :(


To boisz się że przestaniesz kochać?? U mnie się tak stało...czy uważam że to źle?? Nie, to akurat w moim przypadku dowód, że tej miłości nie było :wink:
Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. (Mt 6:25-34)
Awatar użytkownika
kokosek35
 
Posty: 736
Rejestracja: 26 Sty 2010, 09:18
Miejscowość: Tomaszów Maz.

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 29 Kwi 2014, 21:33

kokosek35 napisał(a):To boisz się że przestaniesz kochać??

Tak, chyba się boję. I nie twierdzę, że tej miłości nie było. Bo była, po prostu się zawiodłam. Po prostu mamy inne priorytety. Nie wiem dlaczego boję się przestać Go kochać... Może dlatego, że jak już przestanę to naprawdę będzie już po wszystkim. Pewnie po prostu boję się tego jak będzie wyglądać moje życie bez Niego. Bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że pomijając hazard i alkohol on jest wspaniałym człowiekiem. Kochanym, czułym mężem, troskliwym ojcem, gotuje, pierze, prasuje, ciasta piecze, okna myje. No robi wszystko, w teorii jak ktoś patrzy z boku to ideał. W praktyce jak dołożyć hazard i alkohol to z ideału nic nie zostaje :( I stąd te moje dylematy, bo wiem, że gdyby zechciał się przyłożyć do terapii i robić wszystko by żyć w abstynencji ,to byłby z Niego super człowiek. Wiem, myślenie życzeniowe :oops: Zmierzam do tego, że dużo łatwiej byłoby mi przestać kochać, gdyby był gnojkiem w każdej dziedzinie życia. Bolałoby, ale byłoby łatwiej.
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 29 Kwi 2014, 21:42

Aha, ustaliłam z Nim zasady mieszkania pod jednym dachem. Alimenty będzie płacił bez występowania do komornika. Uprzedziłam, że jak będzie jakikolwiek poślizg od razu działam. Co do życia pod jednym dachem, mieszkamy w osobnych pokojach. Powiedziałam Mu, że pranie, gotowanie, mycie się, wszystko kosztuje. I albo rozdzielamy tak, że każdy sam sobie albo musi pokrywać połowę wszystkich tych kosztów. Stwierdził, że będzie mi przelewał całe swoje wynagrodzenie, z czego będę brać alimenty, a resztę na opłaty domowe - czyli to będzie więcej niż chciałam. A na swoje raty będzie musiał dorywczo dorobić, bo ma taką możliwość. Co oczywiście wiąże się z ryzykiem, na co wyda te pieniądze, ale to już nie mój problem. Mój problem, to żebym miała alimenty na dzieci i środki na opłaty, życie. A na razie to dostaje i on nie zamierza się z tego wycofać. Jakby co to wyrok z alimentami czeka i w każdej chwili mogę się udać do komornika.
To tyle z aktualnych regulacji życia z hazardzistą pod jednym dachem.
A, jeszcze jedno. Wrócił na terapię i przyznał się swojej terapeutce do tych kłamstw. Ona ma problem co z Nim zrobić i chce to omówić z innymi terapeutami. (Swoją drogą dziwne mi się wydaje takie zachowanie terapeutki, nie wiem czy ma w tym jakiś cel czy o co chodzi).
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Poprzednia

Wróć do Poszukuję pomocy

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości

cron