Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Moderator: kaśka

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 19 Kwi 2014, 06:59

Kochani, nie wiem co robić...
Mam już rozdzielność, mam zasądzone alimenty. Kazałam mojemu mężowi się wyprowadzić, ponieważ nadal gra i nie widzi w tym problemu. Jednak on nie wykazuje żadnych chęci do wyprowadzki. Dom na razie oficjalnie w połowie jest Jego, więc nie bardzo wiem jak mogę Go zmusić do wyprowadzki? Zaczynam godzić się z myślą, że do podziału majątku będziemy mieszkać pod jednym dachem. I nie wiem jak wytrzymać pod jednym dachem z "aktywnym" hazardzistą :?: :?: :?: Sasanka w innym temacie napisała, żeby zamknąć lodówkę, nie prać, nie prasować itp. Ale ja patrzę z ekonomicznego punktu jeśli i tak piorę czarne, to nie wrzucając do pralki dwóch Jego czarnych koszulek, sprawiam, że On wstawi nowe pranie tylko na dwa ciuszki zużywając wodę, prąd itp., czyli zwiększy mi rachunki. No i właśnie z takich powodów mam dylemat od kilku dni. Jak mieszkać pod jednym dachem widząc jak on gra? Nie jestem jeszcze na etapie, żeby mnie to nie ruszało. Jest już dużo lepiej, ale nadal bardzo emocjonalnie podchodzę do Jego grania, bo wiem, że tym zrujnował i nadal rujnuje rodzinę.
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez milo » 19 Kwi 2014, 07:47

Za prad jaki zuzyje do prania dwoch koszulek, sam powinien placic. Pralka... jest wspolna? To jak korzystac ze wspolnych sprzetow ? Hm.... koszty korzystania z domu, wody, pradu, gazu, scieki, nawet smieci ... to trzeba koniecznie nazwac, okreslic, najlepiej spisac. Bo wyjdzie na to, ze zwyczajnie utrzymujesz czynnego hazardziste, a on w to miejsce ma na granie... o takich dylematach czytam tez w dziale "wspoluzaleznienie" na forum alkoholikow....
Do czasu orzeczenia rozwodu mozesz probowac dogadac sie o oplaty biezace, ale moze on bedzie chcial podzielic majatek... i tu kicha, bo pralki na pol nie przetnie. W domu bedzie chcial mieszkać.
Spokojnie pomyśl. Moze tu tez ktos podpowie.... bo ja majatku nie mam. Im wiecej mam, tym bardziej uwiazana jestem.
Ps. Dwie czarne koszulki moze wyprac w misce recznie. Piszesz o twoich rachunkach, a gdzie jego rachunki?
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4321
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 19 Kwi 2014, 08:10

Piszę o "moich" rachunkach, ponieważ jestem przekonana, że wywalczę w sądzie przepisanie domu na mnie (który z resztą jest obciążony hipoteką), co będzie oznaczało, że sama muszę płacić te rachunki. Dlatego w swoich finansach uwzględniam rachunki w 100%-ach, nie dzielę ich na pół. Skoro jednak jeszcze mieszka, to jakoś muszę to podzielić. Tylko sprawa jest bardziej skomplikowana, bo Jego chorobowe wpływa na konto, z którego ja od razu zabieram 100% tej kasy na raty, które są na mnie. Bo raty, które są na Niego nie są płacone już od trzech miesięcy. Zabieram Mu 100% wynagrodzenia, więc w teorii powinno być ok. W praktyce długów narobił tyle, że to nie wystarcza. A poza tym on sobie dorabia i z tych pieniędzy nie widzę już nic, bo zawsze tak nakręci, że niby coś zapłacił, ble, ble, chodzi tylko o to, żeby miał na granie. :( I dlatego nie wiem jak podejść do tematu gotowania, prania itp, bo z jednej strony mam Jego kasę, ale z drugiej strony to jest tyle ile zasądził sąd alimentów.
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez sasanka » 19 Kwi 2014, 09:11

Reni, widzę że podejmujesz działania, które idą w dobrym kierunku. Moje zdanie jest takie. Siądź spokojnie i policz na kartce jak wygladają przychody z jego strony i jego koszty związane ze wszystkim (oprócz grania :lol: ) - tzn,
1. to co wyszarpiesz,
2. to co daje sam,
3. co powinien dawać łącznie z alimentami, a nie daje
Powinnaś w kosztach, które ponosić powinien on ująć wszystko - nawet te koszulki, które sam powinien mimo wszystko wyprać ( proszek, prąd, koszty utrzymania porządku w domu, wyżywienie, śmieci ...wszystko, wszystko itp.)
4. wyciągnij różnicę
Zobaczysz co Ci wyjdzie. Myślę, że niedobór.

Na oszczędności patrzysz TY a nie on, on chce mieć komfort gania i kropka. Trzeba mu ten komfort grania ograniczyć do maksimum. Ja uczę sie tego od lat cały czas. Czytając tutaj ludzi, cały czas mnie coś zaskakuje, mimo, że jestem też po długiej terapii i w ciągłym kontakcie z moją psycholog.

Ale wracając do ciągu mojej koncepcji.
Po wyliczeniach, zastanów się co byś chciała zmienić i co możesz zmienić na teraz. Nie masz wyboru - będziesz musiała postawić granice i zacząc od niego wymagać zmian. Zastanów się jakimi możliwościami dysponujesz, aby osiągnąc to czego chcesz, czy masz siłę psychiczną, czy dasz radę, oceń swoje siły. Piszę enigmatycznie dlatego, bo czasem się coś chce zrobić, ale nie zawsze można. Musisz pomyśleć co jesteś w stanie determinacją wyegzekwować, no i przede wszystkim konsekwencja. Jeśli mu czymś zagrozisz, musisz to zrealizować, więc przemyśl co i jak. Powinnaś mu przedstawić jasno i spokojnie swoje oczekiwania i to realizować. Zycie Twoje i Twojego dziecka jest najważniejsze!!!. A terapia?? konsultacje psychologa??? Jak to u Ciebie wygląda?
Zgadzam się z milo. Nie wyręczaj, nie pierz, nie rób mu zakupów, nie gotuj, lodówka dla niego pusta.... tak to u mnie działalo - to były początki mojej walki o własny byt. Dziś podejmuję walkę z cięższymi wyzwaniami i daję jakoś radę, choć nie jest łatwo-niestety.
Cyceron

Właściwością człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.
Awatar użytkownika
sasanka
 
Posty: 126
Rejestracja: 30 Mar 2009, 16:28
Miejscowość: Wrocław

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez sasanka » 19 Kwi 2014, 09:13

aaaa i nie płać za niego długów!!!!!!
Cyceron

Właściwością człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.
Awatar użytkownika
sasanka
 
Posty: 126
Rejestracja: 30 Mar 2009, 16:28
Miejscowość: Wrocław

Re: Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez niesia » 19 Kwi 2014, 12:17

Reni, ale namieszałaś.

Reni napisał(a): Piszę o "moich" rachunkach, ponieważ jestem przekonana, że wywalczę w sądzie przepisanie domu na mnie (który z resztą jest obciążony hipoteką), co będzie oznaczało, że sama muszę płacić te rachunki.

ok, czyli na dzisiaj nie jesteś jedyna właścicielka tego domu i nie tylko Ty powinnaś go utrzymywać.

Reni napisał(a): Dlatego w swoich finansach uwzględniam rachunki w 100%-ach, nie dzielę ich na pół. Skoro jednak jeszcze mieszka, to jakoś muszę to podzielić.

dokładnie tak.

Reni napisał(a): Tylko sprawa jest bardziej skomplikowana, bo Jego chorobowe wpływa na konto, z którego ja od razu zabieram 100% tej kasy na raty, które są na mnie. Bo raty, które są na Niego nie są płacone już od trzech miesięcy. Zabieram Mu 100% wynagrodzenia, więc w teorii powinno być ok.

czyli podział mamy z głowy - zabierasz mu wszystko co oficjalnie dostaje i zarabia, więc już raczej nie ma co dzielić.
poza tym skoro mu zabierasz wszystko i ma się sam utrzymywać, to coś mi tu się nie zgadza - żeby nie było niejasności: wiem, że okradał przez lata Ciebie i dzieci, jasne - tylko, że on musi mieć tez coś na swoje potrzeby, typu jedzenie. jeśli przejmujesz 100% jego wynagrodzenia to chyba przy założeniu, że jednak żyjecie razem i jakoś się dogadujecie - ale rozumiem, że z jego strony nie ma leczenia, więc Ty tak nie chcesz. rozumiem i popieram. natomiast wtedy nie może być tak, że on wszystkie zarobki oddaje, bo po prostu umrze z głodu. pewnie i tak umrze, jeśli będzie grał zamiast kupować jedzenie, ale to już jego wybór.

Reni napisał(a):W praktyce długów narobił tyle, że to nie wystarcza.

nie rozumiem - nie wystarcza na potrzeby domu/rodziny? co z tym wspólnego maja długi? powinien być wyraźny podział na spłacanie długów ( jego sprawa) i utrzymywanie rodziny (Wasza sprawa, jeśli nie do dogadania bez sądu, to niech będzie sądowo)

Reni napisał(a): A poza tym on sobie dorabia i z tych pieniędzy nie widzę już nic, bo zawsze tak nakręci, że niby coś zapłacił, ble, ble, chodzi tylko o to, żeby miał na granie. :( I dlatego nie wiem jak podejść do tematu gotowania, prania itp, bo z jednej strony mam Jego kasę, ale z drugiej strony to jest tyle ile zasądził sąd alimentów.

czyli znowu nie rozumiem - sąd zasądził alimenty i tyle Ty dostajesz, czy zabierasz mu 100% wynagrodzenia, jak napisałaś wcześniej?

powinno być tak - bezwzględna egzekucja alimentów na dzieci + póki żyjecie razem egzekucja wspólnych kosztów do podziału. jeśli nie starcza na wodę i prąd, to nie pierz jego rzeczy i nie dawaj mu jedzenia.
"Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś." Dominick Coniguilaro
Awatar użytkownika
niesia
 
Posty: 730
Rejestracja: 18 Lis 2007, 21:22

Re: Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez niesia » 19 Kwi 2014, 12:29

sasanka napisał(a): Siądź spokojnie i policz na kartce jak wygladają przychody z jego strony i jego koszty związane ze wszystkim (oprócz grania :lol: ) - tzn,
1. to co wyszarpiesz


:D
no, faktycznie, spokojne i racjonalne ocenianie rzeczywistości... ;)

według mnie szarpanina, użeranie się, kłócenie, żebranie etc. nie ma nic wspólnego ze zdrowa sytuacja finansową w rodzinie. tym bardziej w rodzinie z problemami, albo wrećz w rozbitej rodzinie, gdzie tym bardziej takie sprawy wymagaja uregulowania.
poza tym jak przewidzieć - a zatem i policzyć - "wyszarpane"? :shock: czyli co, w środę miałam więcej siły i więcej wyszarpałam, a w sobotę już mniej wyszarpałam niż założyłam byłam, że wyszarpię, bo np. PMS się wcześniej zaczął, albo dzieci mnie zniecierpliwiły albo cokolwiek - i cały misterny plan w ...u? albo w maju więcej wyszarpałam, to już w czerwcu mniej będę szarpać :roll: sasanko...
"Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś." Dominick Coniguilaro
Awatar użytkownika
niesia
 
Posty: 730
Rejestracja: 18 Lis 2007, 21:22

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez sasanka » 19 Kwi 2014, 13:12

niesia napisał(a):poza tym jak przewidzieć - a zatem i policzyć - "wyszarpane"? :shock: czyli co, w środę miałam więcej siły i więcej wyszarpałam, a w sobotę już mniej wyszarpałam niż założyłam byłam, że wyszarpię, bo np. PMS się wcześniej zaczął, albo dzieci mnie zniecierpliwiły albo cokolwiek - i cały misterny plan w ...u? albo w maju więcej wyszarpałam, to już w czerwcu mniej będę szarpać :roll: sasanko...


NIesia, napisałam wyszarpane, ponieważ Reni mówi, że zabiera mu 100 % chorobowego - dla mnie to wyszarpane, bo on sam z wlasnej woli nie daje nic. Czytając Reni, rzeczywiście również poczułam chaos, taki sam chaos myślowy miałam ( i pewnie chwilami mam) ja, więc rozumiem Reni - jej stan psychiczny. Wydaje mi się, że "wyszarpane we środę i w piątek tez dają jakąs wiedzę na czym siedzę :? nawet mi się rymuje :lol: Nadal wydaje mi się, że można się postarać w ten sposób zacząc układać myśli, ale może nie mam racji, ja bym tak zrobiła. Niesia uwielbiam Cie. :D
Cyceron

Właściwością człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.
Awatar użytkownika
sasanka
 
Posty: 126
Rejestracja: 30 Mar 2009, 16:28
Miejscowość: Wrocław

Re: Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez niesia » 19 Kwi 2014, 14:29

sasanka napisał(a):on sam z wlasnej woli nie daje nic.

gdyby nieleczący sie hazardzista miał coś takiego jak własna wola, to pewnie by nie grał, zwłaszcza po narobieniu takich długów, zwłaszcza jakby go żona poprosiła, zwłaszcza jakby mu matka wytłumaczyła itd. ....

też Cię lubię, sasanko, i siebie też (bardzo często) 8)
"Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś." Dominick Coniguilaro
Awatar użytkownika
niesia
 
Posty: 730
Rejestracja: 18 Lis 2007, 21:22

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez Reni » 19 Kwi 2014, 15:16

Ale się rozpętała dyskusja :) Bardzo Wam dziękuję dziewczyny :)
Opisanie mojej sytuacji wymagałoby znowu opowiadania na całą stronę, dlatego chciałam to w skrócie opisać, stąd ten chaos moich wypowiedzi.
Do początku kwietnia trwaliśmy razem w Jego chorobie, bo mnie wydawało się, że on się leczy i starałam się wspierać Go, ale rozsądną miłością. Sama chodzę też na terapię grupową i indywidualną. Wydawało mi się, że budujemy od nowa naszą rodzinę, że razem przeciwstawiamy się temu co już się wydarzyło. :) Niestety okazało się to moim naiwnym życzeniem, marzeniem, bo mój mąż od dłuższego czasu gra i oczywiście ukrywał to przede mną, przed terapeutą, przed grupą. W listopadzie postawiłam Mu warunek, że możemy próbować razem, ale pod warunkiem, że on cały czas się leczy i trwa w abstynencji od hazardu i alkoholu oraz od kłamstw. Zgodził się na takie ultimatum i po woli próbowaliśmy jakoś to poukładać.
Złamał warunki, dlatego kazałam się wyprowadzić. Bo gdyby on zagrał, ale wiedział, że dał dupy i pobiegł do terapeuty, że nie wytrzymał z głodem, to miałabym problem jak się zachować, bo już wiem, że to bardzo ciężka choroba i że mogą być potknięcia. Ale on grał od kilku miesięcy, aktualnie przerwał terapię i on nie wie co ja za problem widzę w tym, że gra sobie za małe kwoty i że robi to zamiast sobie kupić drożdżówkę :lol: :mrgreen: :lol: Przysięgam, że jak mi to mówił, to patrzyłam na Niego i nie wiedziałam czy ironizuje i jaja sobie robi czy ten chory umysł faktycznie tak myśli. Niestety ta druga opcja okazała się prawdą, on faktycznie tak myśli. Stąd moje działania, ale rozmowę z Nim przeprowadziłam w zeszłym tygodniu i sama Mu dałam czas na zorganizowanie sobie innego dachu nad głową, ale po prostu widzę, ze on nie działa w tym kierunku, tylko myśli, że weźmie mnie na przeczekanie i tu się myli :) Nie tym razem 8) Ma w domu już inną Olę niż kiedyś.
Póki mieszka to nie wiem jak to rozegrać. Miałam dostęp do Jego chorobowego, które zagarniałam, bo mi na to w ramach bezpieczeństwa pozwalał, ale jak to będzie teraz gdy jestem nieugięta, a na dodatek wyrzucam Go z domu, to nie wiem. Długów hazardowych niestety nie możemy zignorować, bo większość jest na mnie. Ja jako kochająca, naiwna i wspierająca żona, która miała zdolność brałam kredyty na siebie, bo o n nie mógł. Oczywiście nie miałąm wtedy pojęcia, że są na hazard - On prowadził działalność, w której raczej źle Mu szło, a ja chciałam wspierać :) Budowaliśmy dom i myślałam, że budowa więcej kosztów pochłania :) Podobno szewc bez butów chodzi, ja pracuję w banku i dałam się tak wmanewrować w kredyty :roll: Trudno, wliczam to w koszty nieudanego małżeństwa, ludzie mają większe problemy niż długi, ale płacić je muszę, bo są na mnie, a nie chcę sobie budować negatywnej historii w biku, a poza tym mam je w moim banku, więc byłaby siara. Wiem, że są Jego, ale on po prostu powie, że nie ma pieniędzy i tyle. Nie pomyśli o konsekwencjach jakie ja poniosę z tego powodu, że on nie płaci moich kredytów. Dlatego te co są na mnie płacę, a te co są na Niego od trzech miesięcy nie płacę. Podsumowując moje rozważania finansowe oboje zarabiamy mniej niż mamy długów :( Więc to, że zabieram Mu wszystko i jeszcze brakuje to jest niestety na razie standard.
A to, że Mu nie zostanie nic na jedzenie (dotychczas Go żywiłam, wychodząc z założenia, że zabieram całą kasę, to jeść daję) to nie mój problem. Jak zdechnie z głodu to przynajmniej temat się zakończy. On nie martwił się co dzieci będą jeść i nadal się nie martwi.
Ok, jak zwykle wyszedł mi ogromny wywód, mówiłam, że to skomplikowane :)
"Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku."
Awatar użytkownika
Reni
 
Posty: 105
Rejestracja: 02 Lis 2013, 07:51

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez milo » 20 Kwi 2014, 07:09

Reni napisał(a):Jak zdechnie z głodu to przynajmniej temat się zakończy. On nie martwił się co dzieci będą jeść i nadal się nie martwi.

Dla mnie to jest SEDNO.
Dzieci na świat sie nie prosiły, nie mają mozliwosci zarobic na swoje utrzymanie.
Od utrzymywania dzieci są RODZICE. Sad ustalił alimenty na bieżace potrzeby dzieci. Te pieniądze są dla DZIECI. Kropka.
Ty możesz sie z nim rozwieść, możesz podzielić majatek, możesz go eksmitować z lokalu zajmowanego wspolnie, nawet ze współwłasnosci (można go "spłacić" - np. spisując ugodę, że ty splacisz JEGO długi, które od Ciebie WYŁUDZIŁ) i won z chaty....
Trochę złości we mnie jest, to - przepraszam, że tak ostro piszę - tak to widzę na dzisiaj. A zlość jest od 30 lat więc narosło.... ech. Sama dawałam memu "ślubnemu" sznurek , a niech się .... wrócił po 2 godzinach.... a co ja tu będę zaśmiecać .
Powodzenia :)
Zdrowych i SPOKOJNYCH świąt :)
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4321
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez matis2013 » 20 Kwi 2014, 23:08

Reni napisał(a): Jak zdechnie z głodu to przynajmniej temat się zakończy. On nie martwił się co dzieci będą jeść i nadal się nie martwi.


To są jak dla mnie mocne słowa a nie sedno sprawy .
Masz prawo być wkurzona . Masz prawo na nie go krzyczeć i wyrzucić go z domu ............
Masz prawo do alimentów i do spłaty kredytów przez niego ..........
Tylko to wszystko nie zmienia faktu ze jesteś w tym punkcie a nie innym i prawdopodobnie dopóki gra nic to w twojej sytuacji nie zmieni

Reni napisał(a):Do początku kwietnia trwaliśmy razem w Jego chorobie, bo mnie wydawało się, że on się leczy i starałam się wspierać Go, ale rozsądną miłością. Sama chodzę też na terapię grupową i indywidualną. Wydawało mi się, że budujemy od nowa naszą rodzinę, że razem przeciwstawiamy się temu co już się wydarzyło. Niestety okazało się to moim naiwnym życzeniem, marzeniem, bo mój mąż od dłuższego czasu gra i oczywiście ukrywał to przede mną, przed terapeutą, przed grupą. W listopadzie postawiłam Mu warunek, że możemy próbować razem, ale pod warunkiem, że on cały czas się leczy i trwa w abstynencji od hazardu i alkoholu oraz od kłamstw. Zgodził się na takie ultimatum i po woli próbowaliśmy jakoś to poukładać.


Chciałaś na swoich warunkach zmusić aktywnego hazardzistę do leczenia i mówienia prawdy . Niestety tak to nie działa w tej chorobie , on musi się wpierw sam sie obudzić i poczuć lub zrozumieć, to u jednych może trwać ...... a u innych lata ...........
Nic się nie zmieniło oprócz mojej postawy -czyli zmieniło się wszystko.
„Anthony de Mello „ i ja
matis2013
 
Posty: 714
Rejestracja: 23 Wrz 2013, 10:04

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez sasanka » 21 Kwi 2014, 14:21

matis2013 napisał(a):Chciałaś na swoich warunkach zmusić aktywnego hazardzistę do leczenia i mówienia prawdy . Niestety tak to nie działa w tej chorobie , on musi się wpierw sam sie obudzić i poczuć lub zrozumieć, to u jednych może trwać ...... a u innych lata ...........



Sama prawda i prawda!!! ale swoim postępowaniem, konsekwencją, nie pomaganiem i pozbawieniem komfortu grania w zakresie naszych mozliwości wplywu możemy sprawić, że to "obudzenie" nastapi, czyli innymi słowy mowiąc, musi na swoim ciele poczuś owo DNO.
Cyceron

Właściwością człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.
Awatar użytkownika
sasanka
 
Posty: 126
Rejestracja: 30 Mar 2009, 16:28
Miejscowość: Wrocław

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez zbysob » 21 Kwi 2014, 14:23

sasanka napisał(a):możemy sprawić

no power jak cholera :D
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12304
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Jak żyć pod jednym dachem z grającym hazardzistą?

Postprzez niesia » 21 Kwi 2014, 14:48

zbysob, jesteś okropny :mrgreen:
"Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś." Dominick Coniguilaro
Awatar użytkownika
niesia
 
Posty: 730
Rejestracja: 18 Lis 2007, 21:22

Następna

Wróć do Poszukuję pomocy

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości