Prosze o pomoc

Moderator: kaśka

Prosze o pomoc

Postprzez Agnieszka1234 » 21 Lut 2011, 11:57

Witam
Od trzech dni śledzę forum i czytam szczególnie na temat współuzależnienia. No i teraz chciałabym podzielić się swoją historią i oczywiście poradzić się fachowców. Jestem żoną hazardzisty. Dowiedziałam się o tym 28.01.11 kiedy to do naszego domu przyszła pani z Providenta. Ja należę do tych osób, które boją się jakichkolwiek kredytów. Mam kredyt na mieszkanie i samochód i spłacam je terminowo. Dlatego wizyta tej Pani bardzo mnie zdziwiła. Wówczas mąż (32 lata żołnierz zawodowy) przyznał się, że wziął pożyczkę 2 tys. w providencie i 5 tys. w jakiejś firmie Quickcash to jest chyba taka sama instytucja. Powiedział że przegrał te pieniądze i zarzekał się że to już wszystko. No dobra stwierdziłam że wezmę kredyt i spłacę te pożyczki i sobie do końca roku spłacę ten mój kredyt. Oboje z mężem pracujemy i dobrze zarabiamy. Tylko wiadomo obietnica że powiedział prawdę i że to się nie powtórzy. Jednak sobie wszystko przemyślałam i stwierdziłam ze to jego kredyt to po co ja mam brać cokolwiek. Niech sam spłaca. Zażyczyłam sobie tylko kartę do jego telefonu, bo od jakichś dwóch tygodni telefon był nieczynny niby że w naprawie. No nie muszę dodawać że wpadł w szał i strasznie się bronił przed oddaniem tej karty. W końcu się udało, jak naszego 4 letniego synka zabrano do szpitala z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Siedział wtedy przy nim dzień i noc, ja byłam w domu z 10 miesięczną córeczką. Ale w międzyczasie zaczęły wychodzić na jaw kolejne długi. Tu 5 tys. w banku, tu 1,5 tys. w skoku, tu 400 zł. teściowej. No nic doszło do 20 tys. i zarzekał się i płakał że to wszystko, że grał od września do grudnia i już w styczniu skończył z tym. . Zaprowadziłam go na terapię dla hazardzistów, zgodził się na wszystkie warunki. Przez tydzień było bajkowo. Zajmował się dziećmi, przychodził prosto do domu. Przedtem robił zakupy to teraz oddał mi kartę do bankomatu i swoje dokumenty. W walentynki poprosiłam go o hasło do konta internetowego jego telefonu komórkowego, żeby sprawdzić rachunek. No ok dał mi a mnie podkusiło że może to samo hasło pasuje do jego kont pocztowych. pasowało. No i tam maile od firm jakichś dających pożyczki bez bik, od jakichś halifax banków pisma, z których wynikało ze wpłacił jakąś kasę i chce jakieś kody inaczej pozwie ich do sądu. Masakra. Nie pozostało mi nic innego jak tylko sprawdzić jego historię w bik. Miałam dostęp do konta PKO i przez osobiste konto to zrobiłam. I odkryłam ze ma kredytów o których nie wiem prawie 90 tys. złotych z czego 10 tys. wymagalne jest natychmiast. Te kredyty są pozaciągane od 2009 roku bo podobno jednak od dwóch lat gra. Jeszcze wtedy miałam nadzieję że terapia, że wyzdrowieje. Ustaliliśmy że pójdzie do dodatkowej pracy i spłaci te kredyty powoli i tak żeby domowego budżetu nie obciążać. Zgodził się na wszystko a te maile to chciał mi pokazać co on wyrabiał, natomiast do tych podejrzanych gości z halifax banku pisze tak żeby się odczepili od niego. Ok poszliśmy do notariusz zrobić rozdzielność majątkową i darowiznę jego części mieszkania na mnie (kupiliśmy je po połowie przed ślubem na wspólny kredyt). No i dobra plan jest, on chodzi na terapię, będzie ta dodatkowa praca, czekamy na informację z banku w sprawie restrukturyzacji kredytów. No to skoro wszystko już wiem oddałam mu kartę do telefonu, dowód, prawo jazdy i żyjemy dalej. Jest milutko jak za czasów narzeczeńskich. No i tak było do 18.02 kiedy to dostałam rachunek na jego telefon na 500 zł. Sprawdziłam i wyszło ze wziął jakiś nowy numer z internetem i natrzepał taki rachunek (jak się później okazało netbook zastawiony w lombardzie), bo jak siedział przy synie w szpitalu to nocami buszował w internecie. Kolejne kłamstwo. Poszłam więc do jego terapeutki, akurat w czwartki mają mityngi. I co się okazało? Że ją też okłamywał, że powiedział jej ta pierwszą wersję czyli 20 tys i grał przez 3 miesiące. Kazała nam przyjść za 2 tygodnie razem a przez ten czas dać mu spokój a ja mam zapisywać kłamstwa i będziemy konfrontować. Wróciłam do domu i mu mówię że będziemy razem na terapię chodzić. Wściekł się ze go kontroluję, że jestem taka owaka i on już więcej tam nie pójdzie. I dawaj się pakować. Jak spytałam czy tak ma zamiar walczyć o rodzinę powiedział że nie ma już o co walczyć. Dostał 2 razy w twarz, zabrałam mu telefon i ostrzegłam ze jak wyjdzie to już nie wejdzie, a on poszedł. A we mnie coś pękło i powiedziałam dość. No i go nie wpuściłam. Jak zobaczył ze nie ma wejścia to powiedział ze mi łeb rozwali. Ale nie wpuściłam. I tak jest do dziś powiedziałam ze przyjmę go jak pójdzie na leczenie i to takie gdzie nie będzie kłamał, ale inaczej nie wejdzie do domu. No to otrzymałam bardzo dużo maili pożegnalnych że on już się zabija itp. itd. Potem przeprosiny, potem groźby że odwoła darowiznę bo jestem suką i tylko na tym mi zależało. To trwa od czwartku. Na razie się trzymam i jestem zdecydowana, chociaż serce mi się kraje na jego widok. Próbował wejść z policją ale pokazałam im te maile i zawieźli go do psychiatryka na badanie. No i potem jak go wypuścili to niby że coś zrozumiał i że weźmie się w garść. Ale dalej są te maile najpierw z przeprosinami i że podda się leczeniu a potem z groźbami, że odwoła darowiznę. Mało tego teściowej napisał że nigdy nie grał tylko ten dług powstał bo musiał zobowiązanie w pracy za jakieś kombinacje zapłacić 42 tys. Jak z tego zrobiło się ponad 100 tego nie tłumaczy. Ma mi przynieść zaświadczenie że to prawda. Nie wierzę w ani jego słowo, ale nie wiem czy dobrze robię podejmując tak radykalny krok. Mam co do tego wątpliwości. Złożyłam wniosek o separacje, ograniczenie praw rodzicielskich i alimenty. Jego mama twierdzi że na mróz nawet psa by nie wygnała. A to przecież on poszedł. Zawsze mnie straszył przy kłótniach i ja go zatrzymywałam, ale teraz mam dość. Proszę o poradę co robić. Z tego co tu wyczytałam wiem że muszę poddać się terapii, mam telefon do terapeutki od rodzin współuzależnionych, dzwoniłam, żeby się umówić i poradzić ale będzie dopiero w środę. Jestem z Torunia także ośrodek leczenia uzależnień mam praktycznie pod domem i w każdej chwili mogę podejść. Boję się że zmięknę. Tą noc spędził u szwagra i siostry ale podobno takie głupoty gada że nie idzie go słuchać. Jednym słowem wszyscy są winni tylko nie on, a mnie rodzina nabuntowała. On święty niewinny i wszyscy się uwzięli na niego. Ja dałam ultimatum, że albo poważna terapia i 100 % szczerości albo nie mamy ze sobą o czym rozmawiać. Na razie trwam w tym przekonaniu w czym zresztą pomaga mi to forum. Ale jak długo? Cały czas ktoś przychodzi i dzwoni w sprawie jakichś długów. No nie idzie z nim rozmawiać. Jakby był chory psychicznie. Wydawało mi się że jesteśmy bardzo dobrym małżeństwem, nie mamy większych problemów mamy dwójkę wspaniałych dzieci, nie pijemy ot normalne dobrze sytuowana rodzina. A tu bomba dosłownie. Boli jak cholera.
Agnieszka1234
 
Posty: 3144
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez artur0407 » 21 Lut 2011, 12:07

Agnieszka1234 napisał(a): Jednak sobie wszystko przemyślałam i stwierdziłam ze to jego kredyt to po co ja mam brać cokolwiek. Niech sam spłaca.
Bardzo dobrze Agnieszko zrobilaś.Witaj na forum!Kolezanki z działu dla wspoluzaleznionych napewno odezwa się na Twój post.Pozdrawiam Artur hazardzista :smile:
Pozdrawiam A ;) rtur.
Awatar użytkownika
artur0407
 
Posty: 1711
Rejestracja: 28 Cze 2010, 01:26
Miejscowość: warm-mazurskie

Postprzez jaro » 21 Lut 2011, 12:31

No nie wzgląda to ciekawie. Pewnie dziewczyny skomentują i coś podpowiedzą. Ja mogę tylko doradzić: zmieńcie terapeutę. Obecna podtrzymuje w Tobie potrzebę kontroli. Nie słyszałem też o wspólnej terapii uzaleznień dla małżonków uzaleznionego i współ (?!). Generalnie nie na tym polega terapia.
Nie wspomnę juz o zdradzaniu przez nia rtajemnicy terapii (chyba, że mąz ja do tego upowaznił).
pozdrowienia
jaro
 
Posty: 4617
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Postprzez marta79 » 21 Lut 2011, 12:40

Agnieszko mogę ci napisać, że cię podziwiam za to wszystko co do tej pory zrobiłaś. Wygląda na to, że jesteś twarda i zdecydowana. Trzymaj się tego konsekwentnie. Chroń siebie i dziecko a jemu napewno tym nie zaszkodzisz a możesz pomóc.
On jest chory i potrzebuje terapii ale musi do niej "dojrzeć" - daj mu na to czas. Groźby, prośby, manipulacje to chleb powszedni w życiu z hazardzistą. Nie daj się :!:
Poszukaj dobrej terapii dla siebie. Pomoże ci to przetrwać najtrudniejsze chwile.
Koniecznie podejmij kroki prawne aby zabezpieczyć się przed następstwami jego nałogu.

Witam Cię na forum!
Pozdrawiam. Marta :smile:
"Ze wszystkich części ciała najbardziej trzeba czuwać nad palcem wskazującym..." Josif Brodski
Awatar użytkownika
marta79
 
Posty: 1040
Rejestracja: 26 Lis 2010, 12:12
Miejscowość: łódzkie

Postprzez Agnieszka1234 » 21 Lut 2011, 12:43

Po przeczytaniu forum wiem że popełniam mnóstwo błędów. Jeśli chodzi o terapię to mąż mówił że mnie upoważnił, ale to są jego słowa i nie wiem czy mogę mu wierzyć. Terapeutka męża powiedziała mi właśnie że przez te dwa tygodnie do czasu aż się spotkamy mam mu dać spokój, nie kłócić się, nie kontrolować. Natomiast że on musi wiedzieć że cały czas kłamie. Powiedziała że przy wychodzeniu z nałogu nie ma miejsca na kłamstwa. Nie wiem czy jest dobra, wiem że jest w tym ośrodku kierowniczką i właśnie ona prowadzi terapię dla hazardzistów. Mówiła mi że nie może być moją terapeutką i dała mi namiary na specjalistę dla współuzależnionych, ale powiedziała że może ze mną porozmawiać w obecności męża. Spytała czy gra nadal i czy wiem od kiedy-to powiedziałam że podobno od 2009 r. to odpowiedziała tylko że jej mówił co innego. I tyle i żebyśmy razem przyszli do niej. Powiedział mi że we wtorek jest z nią umówiony, poszedł z pracy wcześniej, do domu wrócił po 17 a u niej nie był. Dlatego napisałam że kłamie. I stąd opinia że niepoważnie podszedł do terapii. Bo co to za terapia jak zaraz po tym dalej załatwia jakieś kredyty bez bik itp?
Agnieszka1234
 
Posty: 3144
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez anagram » 21 Lut 2011, 12:45

Jesteś bardzo dzielną kobietą , a jeśli zmiękniesz , to lądowanie będzie twarde i bolesne . Wniosek - jak najszybszy - o LECZENIE PRZYMUSOWE wydaje się niezbędny . Masz wystarczające argumenty/dowody , by to przeprowadzić . Twój mąz przebywa teraz wszędzie , tylko nie w świecie realnym . Sprowadź go na ziemię przez zakład zamknięty .
Powodzenia .
NOLI ME TANGERE...Z JEDNYM , JEDYNYM WYJĄTKIEM ...
anagram
 
Posty: 3019
Rejestracja: 21 Lis 2008, 13:04

Postprzez marta79 » 21 Lut 2011, 12:50

anagram czy to nie za ostro jak na początek. Nie mówie o nim tylko o Agnieszce. Czy ona jest teraz gotowa na to, żeby załatwić mężowi przymusowe leczenie skoro tak na dobra sprawę nawet porządnie u terapeuty nie była i on też. :roll:
Uważm, że na to przyjdzie jeszcze czas
"Ze wszystkich części ciała najbardziej trzeba czuwać nad palcem wskazującym..." Josif Brodski
Awatar użytkownika
marta79
 
Posty: 1040
Rejestracja: 26 Lis 2010, 12:12
Miejscowość: łódzkie

Postprzez NATALIA45 » 21 Lut 2011, 12:55

Agnieszka1234 napisał(a):Jego mama twierdzi że na mróz nawet psa by nie wygnała.



Ach te tesciowe, skad ja to znam.Powiedz Agnieszka tesciowej aby sobie synka wziela i troszke z nim pomieszkala.Niech ona sie przekona co znaczy mieszkac pod jednym dachem z hazardzista.Ile nas to zdrowia i nerwow kosztuje.Jak na razie postepujesz bardzo madrze i tak trzymaj.Nie poddaj sie manipulacja meza, badz konsenwenta bo jak sie teraz zlamiesz on to wykorzysta przeciwko tobie .Wiem , ze serce boli jak sie kocha ale tak musi byc do poki powaznie nie podejdzie do leczenia.I oczywiscie ta terapia to podstawa, poznasz na niej siebie .
Ludzie nie zawsze potrzebują rady.Czasami wszystkiego czego im trzeba to dłoń do trzymania, ucho do słuchania i serce, które ich zrozumie.
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez anagram » 21 Lut 2011, 12:59

Teściowe też kobiety . Bywają różne . Gorsze i.... jeszcze gorsze...
NOLI ME TANGERE...Z JEDNYM , JEDYNYM WYJĄTKIEM ...
anagram
 
Posty: 3019
Rejestracja: 21 Lis 2008, 13:04

Postprzez Agnieszka1234 » 21 Lut 2011, 13:13

Dziękuję za ciepłe słowa i powitanie. Właśnie po przeczytaniu tego forum wiem, ze muszę być konsekwentna. Dużo tez zawdzięczam radom siostrzeńca, który jest byłym narkomanem. Był 6 m-cy w ośrodku zamkniętym i od 1,5 roku nie bierze. I to on mi mówił czego mam się spodziewać. I niby człowiek wiedział że to ciężka choroba ale dalej jak głupia wierzyłam że nie, że z nami będzie inaczej.
On patrzył oczami zbitego psa. I był super mężem i ojcem. A tu bach znowu obuchem w łeb. On jest żołnierzem zawodowym i po prostu boję się o siebie i dzieci bo jest w takim stanie że cholera wie co zrobi.
Teraz po prostu zaczęłam w końcu myśleć kategoriami że trzeba żyć dalej i zająć się dziećmi a nie Boże jak damy rade spłacić te długi. To są jego długi i mnie to nie obchodzi.
A teściowa najpierw była po mojej stronie, nawet jak to się wszystko wydało to przyjechała na parę dni żeby mu do rozumu nagadać, ale wystarczyło że napisał mail i opisał swoje rzekome problemy w pracy i że wiedział ze jak przepisze mieszkanie to go wyrzucę i proszę ja jestem najgorsza, bo powinnam go wspierać. Jednocześnie jej pisze że nigdy nie grał a mnie prosi, żebym do specjalisty z nim poszła. I tak każdemu co innego.
Jak przyszedł i łkał pod drzwiami to normalnie serce pękało. I tak zauważyłam że jak on mi cieplejszy mail że zrozumiał że chce się leczyć to ja wtedy mięknę. Piszę mu że trzymam kciuki, żeby wyszedł z tego i żeby wiedział ze go kochamy, że jest co ratować. To on mi za chwilę że odwołuje darowiznę że poda mnie do sądu o utrudnianie kontaktów z dziećmi itp. i oczywiście że tylko chciałam wydębić od niego to mieszkanie.
Dlatego też napisałam na forum z prośbą o poradę bo nie znalazłam tu takiej sytuacji, ze hazardzisty nie chce się do domu wpuścić. Przeważnie trudniejsze przypadki gdy się żyje pod jednym dachem. No ale czytam od niedawna i pewno znajdę mnóstwo identycznych sytuacji. Ja już mu dałam szansę ale ją zaprzepaścił. Więc teraz musi sam sobie pomóc bo ja już nie potrafię.
Agnieszka1234
 
Posty: 3144
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez NATALIA45 » 21 Lut 2011, 13:22

Niestety Agnieszka malo jest taki kobiet tu co byly przy mezu od samego poczatku do konca.Wiekszosc tak jak ty rozstala sie z mezem(partnerem).Jest czesc osob ktorych maz podjal leczenie po wyprowadce(tak jak u mnie) i sa dalej razem i sa takie ktore juz tego malzenstwa nie odbudowalo.Wiekszosc jednak z nas przechodzi to co ty.Nie jestes odosobnionym przypadkiem.Poczytaj moje lub innych kolezanek wspoluzaleznionych a sama sie przekonasz i duzo dowiesz.
Ludzie nie zawsze potrzebują rady.Czasami wszystkiego czego im trzeba to dłoń do trzymania, ucho do słuchania i serce, które ich zrozumie.
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez Agnieszka1234 » 21 Lut 2011, 13:48

No właśnie czerpie z forum. Naprawdę miałam wrażenie że problem tylko mnie dotyczy. A tu tyle ludzkich dramatów. Oczywiście dopiero zaczynam sobie zdawać sprawę że to mnie dotyczy. Bo jednak ciągle gdzieś tli się nadzieja że to jakiś koszmar i zaraz się obudzę.
Próbowałam przy nim trwać, nawet jak poznałam wysokość kredytów. Ale powiedziałam, że daję mu jedną szansę i więcej nie będzie. Albo terapia i się przyzna do wszystkiego albo fora ze dwora.
I byłam pełna nadziei jak poszedł. Bo czekałam na niego w tym ośrodku i jak wyszedł z sali to był taki wyciszony i rozmawiał ze mną. Byłam pewna ze wiem o wszystkim. A tu zong.
Myślałam że jak go zostawię to pójdzie do jakichś lichwiarzy zapożyczy się i dopiero popłynie, albo sobie coś zrobi. A teraz wiem ze on ten strach wykorzystywał. Bo przy kłótni jak mi nie chciał dać karty to się też pakował. Tylko ja go ze strachu zatrzymywałam. Wydaje mi się że myślał że zawsze tak będzie, on się pakuje ja przepraszam i proszę żeby został. Nawet jak jego wina była to tak się to kończyło. Mój mąż ma bardzo ciężki charakter, uparty jak osioł, do tego obrażalski i za cholerę nie przyzna że nie ma racji. On chciałby mieszkać z nami chodzić na terapię (tylko nie wiem po co) i na boku dalej pożyczać a ja nie mam pytać o nic tylko mu wierzyć dalej jak głupia i czekać aż nas zlicytują (czyt. jak on w końcu wygra i przyniesie kupę kasy do domu i będziemy żyli długo i szczęśliwie). Na to mojej zgody nie ma. Nie będę bała się o niego bo wiem że to moje dzieci są najważniejsze i ja. A on niech robi co che. Boże obym wytrwała.
Agnieszka1234
 
Posty: 3144
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez NATALIA45 » 21 Lut 2011, 14:07

Agnieszka1234 napisał(a):(czyt. jak on w końcu wygra i przyniesie kupę kasy do domu i będziemy żyli długo i szczęśliwie).


Tylko, ze ta wygrana nigdy nie bedzie zadowalajaca dla niego aby byc szczesliwym.Niestety to jest nie dozrealizowania dla nas, szczesliwi zawsze beda wlasciciele maszyn itd.Nikt sie chyba jeszcze z grajacych nie wzbogacil a napewno duzo stracil.
Moj maz Aga tez pierwszy raz wyprowadzil sie sam.Nie bylismy ze soba 8 m-cy.Pozniej dalam szanse powrotu ale z bolem serca przyznaje, ze dalej zle podchodzilam do hazardu meza. Jak oprzytomnialam i wszystko zrozumialam sama kazalam sie wyprowadzic mezowi.Ale tym razem wprowadzilam w swoje zycie konsekwencje.
Ludzie nie zawsze potrzebują rady.Czasami wszystkiego czego im trzeba to dłoń do trzymania, ucho do słuchania i serce, które ich zrozumie.
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez Agnieszka1234 » 21 Lut 2011, 14:24

Mój się wyprowadził ale wydaje mi się ze myślał ze także tym razem będę go zatrzymywać. A mi normalnie w uszach dźwięczały jego słowa, że to już wszystko co ci powiedziałem, nie martw się damy radę, pójdę do pracy, nie jestem idiotą żebym jakieś chwilówki brał. I normalnie mnie sparaliżowało. Nie ruszyłam palcem żeby go zatrzymać, mało tego jak powiedział że nie ma o co walczyć to normalnie piany na ustach dostałam i wręcz wypchnęłam go za drzwi. A on co? Poszedł do mojej siostry, która mieszka kilka ulic dalej i jakby nigdy nic wszedł i że ta idiotka wróciła z terapii, natrzaskała mu po gębie i go wyrzuciła. I ani słowa o tym dlaczego tak się stało. Ot odbiło mi. Tylko że tym razem mu nie uwierzyła więc też jest zła i mnie buntuje.
Ja dopiero odkrywam co to tak naprawdę jest ten hazard. Wiem że popełniam błędy. Ale mam nadzieję że więcej mnie z równowagi nie wyprowadzi. Rozmawiam z nim kulturalnie namawiam na leczenie, piszę że go kochamy i wierzymy że się uda. Jak on mi napisał mail z tekstem o odwołaniu darowizny i jakieś wyroki sądów w tej sprawie to ja przesłałam mu link na to forum i napisałam żeby wszedł i poczytał, bo warto.
I dziś się dowiedziałam że pożyczył od wspólnych znajomych 800 zł. No to powiedziałam co i jak. Byli w szoku. Że to niemożliwe bo właśnie jego stawiali za wzór męża i ojca.
Agnieszka1234
 
Posty: 3144
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez NATALIA45 » 21 Lut 2011, 15:10

Co do twojej rozmowy z mezem.Nie wiem jak inne kolezanki z forum ocenia ta maja wypowiedz ale ja mezowi nie powiedzialabym ze go kocham, ze wierze itd.Ja mimo ze meza kochalam nie chcialam mu tego powiedziec zeby nie byl tak pewny, ze go jeszcze kocham i ze ma szanse na powrot.Chcialam aby poczul moja ozieblosc i zeby sam doszedl do wniosku, ze to juz nie przelewki i trzeba wziac sie za robote jak chce sie odzyskac zone i rodzine.Jak zaczal leczenie i zobaczylam zmiany w zachowaniu dalam mu do zrozumienia ze czekam aby mial motywacje do daleszego leczenia.
Ludzie nie zawsze potrzebują rady.Czasami wszystkiego czego im trzeba to dłoń do trzymania, ucho do słuchania i serce, które ich zrozumie.
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Następna

Wróć do Poszukuję pomocy

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości