Strona 1 z 1

Związek

PostWysłany: 19 Lis 2016, 13:55
przez klaudiaha
Jak to jest w związku kiedy zaczynasz się leczyć, zdrowieć? Mój obecny związek jest pełen wybuchów, niestabilności, kłótni...trzy dni dobrze, dwa źle i tak w kółko. ze skrajności w skrajność. Ponoć to głównie moja wina. Moje wymysły i chore emocje...

Związek

PostWysłany: 20 Lis 2016, 22:09
przez milo
Każdy związek jest inny, tak jak każdy człowiek jest inny.
To Twój związek.
Moje "leczenie" zaczęło się, zanim weszłam w obecny związek.... mój obecny mąż także przed naszym związkiem leczył się , sama decyzja o wejściu w ten związek była długo i głęboko przemyślana, oboje byliśmy gotowi budować nasz związek na jasnych zasadach, poznaliśmy się bardzo dokładnie, omówiliśmy wszystkie aspekty naszego życia, rzeczywistości, historie życia, poznaliśmy nasze wady i zalety, a jednak nie uchroniło mnie to od "wyhodowania" sobie uzależnienia od hazardu. Zaczęłam grać destrukcyjnie w obecnym związku. Mąż znając mechanizmy uzależnienia i współuzależnienia postawił sprawę jasno, uczciwie. Nadal jesteśmy w związku. Oboje nadal "się leczymy" , mąż twierdzi, że nie jest współuzależniony, chociaż czasem przychodzi na otwarte mityngi AH.... ale on ma swoje mityngi a ja swoje. Związek budujemy bez kłótni, ale dyskusje i pretensje się zdarzają - bez tego nie byłoby możliwości porozumienia, dojścia do równowagi oraz szczerości, odpowiedzialności, konsekwencji. Jednak u nas nie ma pojęć "wina", "uraza", "foch". Jest uczciwość i odpowiedzialność. A emocje są chore, bo oboje mamy pokręcone w życiu - tylko, że my oboje się leczymy z tego -każde na własny rachunek i na własną odpowiedzialność. Emocje sa nam potrzebne, bo to one nam pokazują, co jest ok a co nie. Rożnica polega jedynie na tym, co zrobię w konsekwencji takich a nie innych emocji.
Bozena

Związek

PostWysłany: 23 Lis 2016, 23:04
przez zbysob
klaudiaha napisał(a):Ponoć to głównie moja wina. Moje wymysły i chore emocje...

Nieprawda. Jeśli w małżeństwie dzieje się źle to zawsze winne są dwie strony : żona i teściowa :)
To kawałek z monologu Pazury i "coś" w nim jest. Jasne że żart ale też nigdy nie jest winna wyłącznie jedna strona.
Często dużo łatwiej znajdować winę w uzależnionym partnerze wybielając siebie samego (siebie samą). I dość trudno dopuścić myśl że kobieta w takim związku też nie zawsze ma czyste ręce. Niezależnie od sytuacji nieźle jest popatrzeć na siebie oczami innych ludzi . To pomaga

Związek

PostWysłany: 01 Maj 2017, 20:56
przez emjot
Witam. W chwili obecnej targa mną dylemat: czy ja jako hazardzista w ogóle nadaję się do związku? Mam tu na myśli troskę o swoją drugą połowę. Życie z hazardzistą to w końcu mnóstwo niepewności o jutro, strach przed nawrotem choroby, w końcu pozostaje zawsze pamięć o strasznej, zakłamanej przeszłości. Od ponad roku jestem trzeźwy. Ukończyłem terapię grupową w ośrodku leczenia uzależnień, uczęszczam na terapię indywidualną ale nadal nie jestem pewny jutra. Moja żona (już była żona ale ciągle ciężko mi się z tym pogodzić), wybrała - jak sądziłem na początku - metodę tzw. twardej miłości. Sam wyszedłem z inicjatywą i podpisaliśmy rozdzielność majątkową wraz z podziałem majątku (wszystko jej oddałem). Niestety cztery miesiące później nastąpił szybki rozwód z orzeczeniem o mojej winie (zrozumiałe), ograniczenie praw rodzicielskich i orzeczenie alimentów dla dzieci. Nie ukrywam, że najbardziej zabolało mnie właśnie ograniczenie praw rodzicielskich. Nadal kocham swoją żonę (byłą) i bardzo brakuje mi jej wsparcia w codziennym życiu. Tylko z tyłu głowy ciągle pojawia się pytanie: co ja mogę jej w obecnej chwili zapewnić? Poczucie bezpieczeństwa? Zaufanie? Dzisiaj niestety przeszłość wysuwa się na pierwszy plan. Wspomniany strach i niepewność, dodatkowo listy komorników i piętno długów do spłacenia. W chwili obecnej już kilka zdań w napisanym przez Nią sms -ie jest dla mnie powodem do radości.
Wracając do sedna- jestem na takim etapie, że egoizm odszedł i zależy mi na Jej szczęściu, szczęściu moich dzieci i moich najbliższych. A związek? Nie tracę nadziei, chociaż dla zdrowia psychicznego staram się o tym w ogóle nie myśleć.
Pozdrawiam.

Związek

PostWysłany: 01 Maj 2017, 21:22
przez jaro
emjot, zadajesz naturalne pytania. Ale nie przesadzaj i nie dołuj sie.
Pracujesz nad sobą i zdrowiejesz. Resztę zostaw czasowi.
Jak faktycznie sie zmieniasz i nie grasz nie na duposcisku to -zaryzykuje- mozesz byc lepszym partnerem niz niejeden "zdrowy".
Hazard nie przekreślił Twojego zycia na zawsze. Nie jestes trędowaty ani napiętnowany na stałe.
Po prostu żyj

Związek

PostWysłany: 02 Maj 2017, 12:11
przez Aga43
Emjot witaj.Zgadzam się z Jaro.Sporo pewnie żonie wyrządziłeś bólu .Może swoimi teraz czynami,jak się zmieniasz na lepsze pracując nad sobą coś drgnie w Twojej żonie?Tego nie wiem,gdybam sobie tak ze swojego punktu widzenia.Może tak a może nie.Wytrwałości Ci życzę w "zdrowieniu"i daj czas czasowi.

Związek

PostWysłany: 02 Maj 2017, 21:27
przez emjot
Dzięki za odpowiedzi. Bardzo pomogła mi terapia, zarówno grupowa jak i indywidualna w moim ośrodku. Nabrałem bardzo dużo pokory i zrozumiałem, że każdy sam decyduje o swoim życiu. Hazardzista ma trochę trudniej, ponieważ z tyłu głowy może się pojawiać głód nałogu. Ale chcę się zmienić dla siebie, dla swoich dzieci i najbliższych, którzy mi ponownie zaufali i dali drugą szansę. Bez tych wszystkich osób byłoby niezwykle trudno się podnieść. A tak, pojawiają się tylko czasami gorsze chwile. Obiecuję, że już nie będę biadolił. No może tylko czasami... :)

Związek

PostWysłany: 02 Maj 2017, 22:12
przez Sowa
A biadol sobie, czasem potrzeba pogłaskania :-)
Emjot, przymierzałam się trzykrotnie, żeby Ci odpisać i za każdym razem palce wieszały się nad klawiaturą. Twoje pytania, to moje pytania. Teraz już nie są tak dokuczliwe, bo nie gram parę lat i odzyskałam szacunek do siebie, a strach po drodze też się wyciszył, ale jakiś procent niepewności ciągle zostaje. I pewnie już zostanie, bo choroba do końca życia, ale jakość tego życia zależy wyłącznie od nas. Fajnie przeczytać kogoś, kto myśli podobnie. Pozdrawiam